System anglosaski – fundament globalnej destabilizacji

Fundamentem destabilizacji obecnego systemu światowego jest zaburzenie międzynarodowej równowagi (homeostazy) poprzez globalną dominację jednego mocarstwa i jego sojuszników (system anglosaski) oraz próby narzucenia jednego modelu kulturowego reszcie świata. Udział Stanów Zjednoczonych w zwycięstwie podczas II wojny światowej został przez nie wykorzystany do narzucenia swojej woli politycznej wielu państwom europejskim. 

„System światowy powinien opierać się na uznaniu, 
że Stany Zjednoczone mają globalne interesy 
i globalne obowiązki”

Henry Kissinger

System anglosaski, który kształtował się przez ostatnie trzy wieki przeszedł, do tej pory trzy fazy. Pierwsza to dominacja oceaniczna Wielkiej Brytanii wraz ze skolonizowaną Ameryką Północną (XVIII w.). Faza druga to globalna dominacja na morzu dwóch mocarstw: Imperium Brytyjskiego i Stanów Zjednoczonych (XIX w. i I połowa XX w.). Faza ostatnia obejmuje okres po zakończeniu II wojny światowej i charakteryzuje się preponderancją Stanów Zjednoczonych wraz z de facto podporządkowaną w zakresie interesów geopolitycznych Wielką Brytanią i ich satelitami (m.in. nowymi członkami NATO), wykorzystującymi przewagę militarną i zasoby operacyjne Sojuszu Północnoatlantyckiego. 

W latach osiemdziesiątych XX w. Waszyngton rozpoczął swój wielki program zbrojeniowy, obejmujący m.in. militaryzację kosmosu, który doprowadził do obserwowanego obecnie globalnego wyścigu zbrojeń. Jednym z najważniejszych jego elementów jest rozwój planetarnego systemu przeciwrakietowego, wbrew pozorom programu par excellence ofensywnego, inteligentnych rodzajów broni charakterystycznych dla ery informacyjnej, nowoczesnego arsenału broni nuklearnej (broń neutronowa; mini-ładunki jądrowe) oraz systemów wojny sieciowej.

Amerykański imperializm, rozwijany od XIX w., możemy podzielić na cztery etapy: od połowy do końca XIX w., od początku wieku XX do 1945 r., od roku 1945 do 1990 i po 1990 r. W pierwszym okresie celem Waszyngtonu było przede wszystkim umocnienie swoich wpływów w Ameryce Północnej oraz rozszerzenie ich na obszarze Ameryki Środkowej, z zapewnieniem sobie swobodnej możliwości interwencji na obszarze Oceanii (Filipiny, Hawaje, Kuba). Agresje militarne dokonywane były na małą skalę (np. Haiti, Nikaragua, Honduras). Okres drugi to czas umacniania hegemoni USA w panregionie amerykańskim z wykorzystaniem siły militarnej w długotrwałych interwencjach (np. Meksyk, Dominikana, Haiti). Trzeci etap amerykańskiego imperializmu obejmował szeroko zakrojone pod względem geograficznym agresje, obejmujące nie tylko Amerykę Łacińską, ale także Azję i Bliski Wschód (np. Korea, Wietnam, Liban). W okresie po 1990 r. amerykańska agresja objęła praktycznie wszystkie kontynenty poza Australią i Antarktydą (m.in. Jugosławia, Somalia, Liberia, Haiti, Irak, Afganistan) i przybrała niespotykaną dotąd skalę. Od początku XIX do początku XXI w. Stany Zjednoczone dokonały ponad 270 agresji zbrojnych na inne państwa .

Dwukrotna wojna USA z Irakiem (1990 i 2003) i okupacja tego kraju jest wręcz modelowym, podręcznikowym przykładem międzynarodowej agresji (wojny bez wypowiedzenia), której powodem nie były żadne względy humanitarne, lecz wyłącznie interesy amerykańskiego kapitału oraz wytyczne waszyngtońskich celów geopolitycznych. Stany Zjednoczone permanentnie stosują podwójne standardy w dyplomacji, dzięki którym udaje im się narzucać tak w sferze politycznej, jak i medialnej, Pax Americana, układ międzynarodowy z jednym dominującym supermocarstwem, które pełni rolę „światowego żandarma”, narzucając swoje standardy polityczne, kulturalne i gospodarcze reszcie świata. 

USA potrafią jednym razem nazwać prawdziwą interwencję humanitarną „nieuzasadnioną agresją”, a innym regularną wojnę – „misją stabilizacyjną”. Warto przypomnieć choćby dwie interwencje humanitarne z lat siedemdziesiątych XX w. – indyjską w Bangladeszu (1971) i wietnamską w Kambodży (1978). Obie przyczyniły się do uratowania tysięcy niewinnych ludzi, mordowanych przez krwawe reżimy (w Kambodży przez owianego złą sławą Pol Pota). Obie te misje Waszyngton uznał za „nieuzasadnione agresje”, atakując przy tym dyplomatycznie w sposób bardzo brutalny Wietnam (próbując nakłonić ChRL do agresji na ten kraj). Warto dodać, że w latach osiemdziesiątych XX w. Waszyngton popierał pomoc wojskową udzielaną Czerwonym Khmerom przez ChRL. Trudno nie zgodzić się z Noamem Chomskym, który nazwał Stany Zjednoczone „krajem wyjętym spod prawa” .

Z jednej strony Ameryka szermuje hasłami pluralizmu, wolności, praw człowieka i demokracji, próbując narzucić – nierzadko siłą militarną – swój styl życia i system wartości innym państwom i cywilizacjom. Z drugiej jednak strony Amerykanie w oczywisty sposób przeczą ideałom, jakie sami propagują. Hipokryzja amerykańskiej dyplomacji i propagandy, która jest swego rodzaju pantomimą, odgrywaną przed międzynarodową widownią, sięga bardzo daleko wstecz. 

Przykładem najbardziej rażących, cynicznych manipulacji międzynarodową opinią publiczną oraz haniebnych działań władz USA były potężne bombardowania i agresja amerykańska na Kambodżę (1969-1970). Warto przypomnieć pokrótce słynny rozkaz Richarda Nixona, który Henry Kissinger przekazał swojemu doradcy, późniejszemu dowódcy Połączonych Sił Zbrojnych NATO w Europie – płk. Alexandrowi Haigowi. Rozkaz ów nakazywał, aby amerykańskie wojsko użyło „wszystkiego, co lata, przeciwko wszystkiemu, co się rusza”. Jak się dziś oblicza, USA dokonały 3630 bombardowań na terenie Kambodży. Amerykańskie lotnictwo zrzuciło wówczas więcej bomb, niż podczas działań aliantów na wszystkich frontach w trakcie II wojny światowej (sic!). Nie da się już dziś ukryć, że to właśnie działania Waszyngtonu przyczyniły się do w przejęcia władzy w tym kraju przez Czerwonych Khmerów, którzy wymordowali ponad dwa miliony jego obywateli. 

Innym bolesnym, a jednocześnie bardzo wyrazistym przykładem hipokryzji amerykańskich elit niech będzie eksterminacja (dosłownie) rdzennej ludności Ameryki Północnej. Władze Stanów Zjednoczonych doprowadziły do wymordowania 13 mln autochtonów Ameryki Północnej. W 1900 roku na teranie tego państwa żyło już jedynie ok. 250 tysięcy Indian. W trakcie procesu eksterminacji rdzennej ludności władze amerykańskie pogwałciły ustanowienia blisko 400 traktatów pokojowych lub o zawieszeniu broni. USA mają na koncie całkowite zniszczenie największej liczby narodów i grup etnicznych w całej historii świata. W 1924 r. Indianom przyznano prawa wyborcze, jednak nie uchroniło ich to od dalszych działań eksterminacyjnych, jak np. przymusowa sterylizacja kobiet w latach siedemdziesiątych minionego wieku .

Ostatnim podanym tu przykładem amerykańskich kłamstw i manipulacji, kryjących się pod mile brzmiącą frazeologią praw człowieka, będą tortury stosowane na szeroką skalę przez siły zbrojne i służby specjalne Stanów Zjednoczonych. W październiku 2010 r. portal internetowy Wikileaks opublikował tysiące dokumentów dotyczących m.in. agresji na Irak, z których wynika, że amerykańscy żołnierze i funkcjonariusze służb specjalnych dokonali wielu morderstw i posługiwali się torturami – także wobec ludności cywilnej. Amerykanie zabijali cywilów w punktach kontroli granicznej i podczas prowadzonych operacji. Obcinali ludziom palce, polewali ich kwasem, razili prądem, podtapiali, szczuli psami, stosowali różne formy perseweracji sensorycznej i dopuszczali się dziesiątków innych wymyślnych, zbrodniczych aktów, których nie powstydziliby się hitlerowscy zbrodniarze w obozach śmierci. 

Warto uważnie śledzić amerykańską retorykę wojenną. Ciekawe zdanie wygłosił John McCain, który wraz z Newtem Gingrichem w 2006 r. nazwali konflikt bliskowschodni początkiem trzeciej wojny światowej. McCain, późniejszy kandydat na prezydenta powiedział m.in.: „Musimy pomóc naszym europejskim sojusznikom zrozumieć, że jest to obecnie największe wyzwanie, z jakim mieliśmy do czynienia na Bliskim Wschodzie”. 

Waszyngton bardzo często stara się „pomagać zrozumieć” swoim sojusznikom wiele kwestii geopolitycznych… Zwłaszcza jeśli są one zbieżne z interesami amerykańskiego kapitału i hegemonistycznymi dążeniami amerykańskiej demoliberalnej geokultury. Amerykańskie interesy polityczne często są przedłużeniem ekspansji ekonomicznej, opartej na przesuwaniu granic kapitalistycznego systemu-świata, którego centrum stanowi system anglosaski.  

Obłudne jest przekonywanie opinii publicznej do zewnętrznego wspierania działań odśrodkowych, czy wręcz do agresji na państwa uznawane przez USA za „niedemokratyczne”, podczas gdy Waszyngton bez zmrużenia oka współpracuje choćby z iście „demokratyczną” Arabią Saudyjską. Trzeba wyraźnie podkreślić, że w państwach, gdzie społeczeństwo ma ograniczony, bądź niewielki wpływ na to, co robi władza, zmiany mogą być dokonywane wyłącznie przez siły odśrodkowe. Społeczeństwa muszą same chcieć zmian, demokracji, czy dowolnej innej formy rządów. Nie mogą one być narzucane siłą z zewnątrz w imię hegemonistycznych interesów transnarodowego kapitału czy imperialnych dążeń systemu anglosaskiego. 

Zapoczątkowany przez Stany Zjednoczone projekt obrony przeciwrakietowej (MD, od: Missile Defense), upowszechniony w Polsce pod publicystyczną nazwą „tarczy antyrakietowej”, jest modelowym przykładem wykorzystywania instrumentów wojny sieciowej do przeforsowywania najbardziej militarystycznych planów w historii. 

Współcześnie – nieco paradoksalnie – broń ofensywna (np. strategiczne rakiety balistyczne z głowicami jądrowymi) pełni rolę obronną (vide: doktryna odstraszania nuklearnego). Natomiast broń defensywna (np. systemy przeciwrakietowe) służy zdobyciu możliwości przeprowadzenia skutecznego ataku. W przypadku wypracowania skutecznego systemu MD i przy preponderancji amerykańskiej w dziedzinie broni konwencjonalnej, dawałby on Stanom Zjednoczonym możliwość przeprowadzenia nieskrępowanego ataku na każdy z krajów niepodzielających „amerykańskiego snu o wolności”, bez zagrożenia uderzeniem odwetowym z użyciem broni masowego rażenia na siły USA. Skuteczny, strategiczny system przeciwrakietowy zablokowałby wielu krajom możliwość powstrzymania ewentualnej interwencji USA w regionie.

Koncepcja MD podważa w sensie teoretycznym doktrynę MAD (Mutually Assured Destruction – doktryna wzajemnie zagwarantowanego zniszczenia). W świetle podważenia doktryny równowagi sił nie dziwi więc fakt sprzeciwu Federacji Rosyjskiej i wielu innych państw wobec planów amerykańskich. W krajach negujących obecny porządek światowy MD odbierana jest jako próba długoterminowej konserwacji ładu międzynarodowego z geostrategiczną i geopolityczną supremacją systemu anglosaskiego. Nie da się ukryć, że Stany Zjednoczone, budując system obrony przeciwrakietowej, będą starały się uzyskać dominację w sferze zbrojeń jądrowych zarówno nad Rosją, jak i nad ChRL. Innym aspektem wprowadzenia systemu MD jest groźba konwencjonalizacji broni jądrowej. W obliczu braku zagrożenia atakiem odwetowym, mogłaby się ona stać w rękach sztabowców jeszcze jedną bronią na polu walki.

Pytanie o cel umieszczenia bazy systemu MD w Polsce dotyczył przede wszystkim podmiotu politycznego, którego miałaby dotyczyć taka obrona. Mówi się o trzech wariantach: obronie USA, obronie Europy (europejskich krajów NATO) i obronie Polski. Pierwszy przypadek nie wchodzi raczej w grę ze względu na fakt, iż ani z Bliskiego Wschodu, ani z Azji Południowo-Wschodniej optymalny tor ewentualnego ataku rakietowego na terytorium USA nie przebiega w pobliżu naszego kraju. Obrona Polski za pomocą antyrakiet GBI, rozmieszczonych na terytorium naszego państwa, jest przy obecnych możliwościach technicznych nierealna. Minimalny czas reakcji antyrakiet instalowanych obecnie w Kalifornii czy na Alasce wynosi ok. 2 minuty. Jest to czas wystarczający na odparcie ataku zza Oceanu, ale w przypadku ataku z mniejszej odległości dostatecznie skuteczne są inne, tańsze systemy. 

W przypadku obrony Europy potrzebny jest bardziej złożony system, składający się ze znacznie większej liczby różnorodnych ogniw dostosowanych do określonych parametrów ewentualnego ataku. Unia Europejska powinna tworzyć własny system obrony przeciwrakietowej w porozumieniu ze swoim najważniejszym strategicznym sojusznikiem, czyli Rosją. Wspólny, kontynentalny system obrony przeciwrakietowej, obejmujący obszar od Lizbony po Władywostok, ma szanse stać się realnym instrumentem nowego systemu bezpieczeństwa na obszarze Eurazji. 

Geopolityka nie zajmuje się bezpośrednio aksjologią. Przedmiotem jej badań jest jednakże warstwa cywilizacyjna, która stanowi nieodłączny element globalnej rzeczywistości politycznej. W związku z tym pozwolimy sobie tutaj na poruszenie najważniejszych, naszym zdaniem, problemów związanych z wartościami, będącymi fundamentem cywilizacji europejskiej.

Obecnie aksjologicznym kręgosłupem integrującej się Europy stał się zachodni liberalizm. Z punktu widzenia geopolityki nie stanowiłoby to tak dużego zagrożenia, gdyby ta norma kulturowo-cywilizacyjna została ograniczona tylko do zachodniej Europy. Problem pojawił się wyraźnie wraz z rozszerzaniem się granic Unii Europejskiej, jej ewoluowaniem w kierunku bardziej scentralizowanym oraz zarysowującą się emancypacją wobec systemu anglosaskiego i otwarciem się na szerszą współpracę z obszarem poradzieckim i światem islamu. Niebagatelną sprawą jest także kompromitacja liberalnego systemu wartości w obliczu prób narzucenia go siłą w myśl szalonej idei „końca historii” i sztucznego uszczęśliwiania innych cywilizacji. 

Należy podkreślić, iż obecny kształt systemu praw człowieka jest wytworem wyłącznie cywilizacji anglosaskiej. Ani cywilizacja rosyjska, ani wielkie cywilizacje Wschodu nie brały udziału w jego tworzeniu. U stóp liberalnej normy kulturowej stanęła zideologizowana świadomość, sformatowana w pełni antropocentrycznie. Centrum wszechświata zajął człowiek, jednostka. Problem, jaki legł u podstaw integrującej się Europy, polega na fakcie, że „standard liberalny” stał się dziś głównym punktem odniesienia i swego rodzaju kanonem w polityce międzynarodowej. Jest on proponowany przez mocarstwa świata zachodniego jako jedyny możliwy system dla życia wszystkich narodów. Odrzucone zostało tym samym prawo do wolności sumienia w sferze religijnej człowieka. 

Ani globalizacja, ani procesy integracyjne Europy nie usprawiedliwiają prób budowania zjednoczonego kontynentu na podstawie tylko jednego projektu cywilizacyjnego. Próba bowiem stworzenia czegoś na kształt „globalizacji kierowanej” jest poważnym błędem. 

Liberalizm zawęził ideę wolności jedynie do wolności wyboru, co sprowadza się także do wolności wyboru zła. „Standard liberalny” odrzuca normatywną aksjologię, kluczową wartość Tradycji, absolutyzuje jednostkę i prowadzi w istocie rzeczy do duchowego i moralnego relatywizmu. Pojęcia dobra i zła zostają rozmyte, a ich miejsce zajmuje „idea autonomii moralnej” czy też „pluralizmu moralnego”. Za fasadą praw człowieka kryje się jednak przemoc, która bywa często używana w imię politycznego konformizmu. Liberalizm narzuca wyższość praw człowieka nad interesami społeczeństwa.

Istotą poruszanego tu problemu jest ograniczenie współczesnych odwołań, dominującego w Unii Europejskiej modelu kulturowego, przede wszystkim do wartości ukształtowanych w dobie Oświecenia. Zamknięcie tego modelu w obrębie tylko „idei praw człowieka”, ukształtowanych przez zachodnich filozofów, na pierwszym miejscu wysuwających pogański antropocentryzm, wychodzący z całkowicie utopijnego założenia o dobrej naturze ludzkiej, jest całkowitą antynomią zarówno dogmatyki katolickiej, aksjologii prawosławnej, jak i tradycjonalizmu islamskiego. 

Istotą świata policentrycznego jest także policentryzacja modeli kulturowo-cywilizacyjnych. Przykładem harmonijnego współżycia różnych modeli cywilizacyjnych jest współczesna Rosja, która nie narzuca żadnego „standardu rozwoju kulturowego”. Cywilizacja wschodnio-chrześcijańska jest w wielu punktach bliższa tradycyjnym systemom wartości islamu czy buddyzmu, niż liberalnej cywilizacji Zachodu. Chrześcijański Wschód, oparty na prymacie wartości duchowych nad materialnymi, na pierwszym miejscu stawiający interesy całości, wspólnoty, kolektywu, społeczeństwa, nie zaś interesy jednostki, jest dziś depozytariuszem liczącej się siły cywilizacyjnej, która jest bezcenna dla Zachodu, toczonego chorobą liberalizmu.  

dr Leszek Sykulski

5 4 głosy
Ocena artykułu
Subskrybuj
Powiadomienie o
guest

1 Komentarz
Najstarszy
Najnowszy Najwięcej głosów
Informacje zwrotne Inline
Wyświetl wszystkie komentarze
Małgorzata Wesoowska
Małgorzata Wesoowska
3 miesiące temu

Bardzo dziękuję za ten artykuł. Świetnie opisana historia przejmowania świata przez tzw, globalistów.

1
0
Będziemy wdzięczni za komentarzex