Zamach stanu na Ukrainie w 2014 roku a legalność polskiej pomocy wojskowej

Zagadnienie zamachu stanu, który faktycznie dokonał się na Ukrainie 22 lutego 2014 roku i pozbawił władzy legalnie urzędującego prezydenta Wiktora Janukowycza, dotyka nie tylko kulisów wielkiej polityki, ale także prozy życia przeciętnych obywateli Polski, z czego większość nie zdaje sobie sprawy. 

W dniu 2 grudnia 2016 roku w Warszawie została podpisana umowa między Rządem Rzeczypospolitej Polskiej a Gabinetem Ministrów Ukrainy „w sprawie wzajemnej współpracy w dziedzinie obronności”. Umowa nie była upubliczniana przez kilka lat. A w umowie tej (art. 12) możemy przeczytać m.in., że jednym z elementów współpracy ma być „nieodpłatne przekazania uzbrojenia, produktów podwójnego zastosowania i mienia niebojowego pochodzącego z zasobów sił zbrojnych jednej ze stron”. 

Forma podpisania umowy o takiej treści wskazuje na liczne defekty prawne, które każą stawiać pytanie o jej legalność. A to przecież na nią powoływały się władze w Warszawie przekazując ogromną pomoc wojskową Ukrainie. Przy zawieraniu umów, których treść obejmuje układy wojskowe, zgodnie z polską konstytucją, obowiązuje tzw. duża ratyfikacja. Aby prezydent mógł podpisać taką umowę, Sejm i Senat muszą przyjąć ustawy ratyfikacyjną. Ta ustawa musi być przegłosowana przez obydwie izby parlamentu zwykłą większością głosów, w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów i senatorów. O takim głosowaniu w roku 2016 próżno szukać informacji. 

Ale to nie wszystko. Warto zadać sobie pytanie, na ile legalne są umowy podpisywane przez rząd Ukrainy po 22 lutego 2014 r. 

Odsunięcie Wiktora Janukowycza od władzy na Ukrainie w lutym 2014 roku było kulminacyjnym momentem kryzysu politycznego, który rozwijał się przez wiele miesięcy. Ten dramatyczny zwrot wydarzeń, znany jako Euromajdan, nie był jedynie politycznym przewrotem, ale także głębokim społecznym wstrząsem, który odzwierciedlał rosnące napięcia wewnętrzne i geopolityczną ingerencję mocarstw anglosaskich w regionie Europy Wschodniej.

Decyzja prezydenta Janukowycza o zrezygnowaniu z umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską na rzecz bliższych relacji z Rosją wywołała masowe protesty. Demonstracje szybko przekształciły się w protesty o zasięgu ogólnokrajowym, gdzie za fasadą haseł o walce z korupcją, nadużyciami władzy i złemu zarządzaniu państwem, stały twarde interesy geostrategiczne Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii. 

21 listopada 2013 r. władze ukraińskie zawiesiły przygotowania do podpisania umowy stowarzyszeniowej między Ukrainą a Unią Europejską. Wieczorem tego samego dnia w centrum Kijowa na Placu Niepodległości (po ukraińsku: Majdan Niepodległości) rozpoczął się protest, który zgromadziła początkowo niewielu uczestników, ok. dwa tysiące, którzy zażądali od prezydenta Ukrainy Wiktora Janukowycza podpisania umowy stowarzyszeniowej z UE i odwołania rządu Mykoły Azarowa. Przedłużający się w kolejnych dniach wiec, przerodził się w otwarte starcia z siłami porządkowymi. Dzięki wsparciu zachodnich ośrodków decyzyjnych, protest był kontynuowany, a w grudniu na Majdanie rozstawiono miasteczko namiotowe. Doszło nawet do siłowego zajmowania budynków rządowych w centrum stolicy Ukrainy. Bardzo szybko do początkowej garstki protestujących dołączyli działacze szowinistycznych organizacji z zachodniej Ukrainy, a także związkowcy, zwożeni przez część oligarchów, będących w dobrych relacjach z USA. Co istotne już na tym etapie doszło do znaczącej, publicznej ingerencji w wewnętrzne sprawy Ukrainy przez USA. Ówczesna zastępca sekretarza stanu Victoria Nuland odwiedziła Kijów i wyraziła wsparcie dla protestujących przeciwko legalnie urzędującym prezydentowi i premierowi suwerennego państwa. 

Na czele buntu stanęli tacy politycy jak Arsenij Jaceniuk, Petro Poroszenko, Witalij Kliczko, Oleh Tyahnybok czy Julia Tymoszenko. To oni weszli do kierownictwa formalnie oddolnej organizacji społecznej „Majdan” (od tego czasu upowszechniło się określenie Euromajdan), której powstanie ogłoszono 22 grudnia. To jeszcze bardziej wzmocniło działania antyrządowe, które od nowego roku ponownie przerodziły się regularne starcia między buntownikami a organami porządkowymi. Protestujący użyli przeciwko siłom bezpieczeństwa kamieni i koktajli Mołotowa. W odpowiedzi na próbę destabilizacji sytuacji w państwie Rada Najwyższa Ukrainy w dniu 16 stycznia 2024 r. przyjęła pakiet ustaw obejmujący zaostrzenie kar za organizowanie zamieszek, działalność ekstremistyczną, blokowanie i przejmowanie budynków itd. Frakcja proatlantycka w ukraińskim establiszmencie, czując wsparcie USA, Wielkiej Brytanii i części innych państw tzw. kolektywnego Zachodu, zdecydowała się na eskalację. Już sześć dni później doszło do kolejnych zamieszek, w których zginęło dwóch protestujących. To nakręciło zachodnią medialną kampanię przeciwko rządowi Azarowa i spiralę kolejnych żądań protestujących, z naczelnym postulatem przywrócenia konstytucji w wersji z 2004 roku (nowelizacja została przegłosowana w roku 2010). To oznaczałoby przejście od prezydencko-parlamentarnej formy rządów do systemu parlamentarno-prezydenckiego.

Pod naciskiem Zachodu i wzmagającego się buntu (w dużej mierze inspirowanego przez USA), 28 stycznia Mykoła Azarow złożył rezygnację ze stanowiska premiera Ukrainy, a Rada Najwyższa uchyliła większość ustaw z pakietu przyjętego 16 stycznia. Mimo pójścia na ustępstwa przez władzę, zwolennicy Euromajdanu zaczęli przygotowywać protesty na znacznie większą skalę. Między 18 a 20 lutego 2014 roku doszło do otwartych starć zbrojnych między „majdanowcami” a siłami porządkowymi. Doszło do użycia broni palnej. Pojawili się snajperzy, którzy strzelali i do protestujących, i do funkcjonariuszy. Zginęło, według różnych szacunków od osiemdziesięciu do nawet ponad stu osób. Kierownictwo Euromajdanu i część polityków zachodnich oskarżyła o masakrę Berkut, specjalny oddział policji. Problem w tym, że nie tylko nie było żadnego rozkazu dla tej formacji o użyciu broni, ale także pociski, którymi zabijano protestujących nie odpowiadały kalibrowi broni będącej na stanie tych pododdziałów. 

W obliczu tak dużej ekskalacji, 21 lutego 2014 r. prezydent Wiktor Janukowycz i przywódcy opozycji, za pośrednictwem Rosji, Niemiec, Polski i Francji, podpisali porozumienie zatytułowane „W sprawie rozwiązania kryzysu politycznego na Ukrainie”. Dokument przewidywał powrót do parlamentarno-prezydenckiej formy rządów, przeprowadzenie przedterminowych wyborów prezydenckich i utworzenie tzw. rządu zaufania narodowego, a także wycofanie sił porządkowych z centrum Kijowa i złożenie broni przez opozycję. Tego samego dnia Rada Najwyższa przyjęła ustawy o odnowieniu konstytucji w wersji z 2004 roku i uwolnieniu wszystkich osób zatrzymanych podczas protestów.

Mimo zawartego porozumienia ekstremiści z Euromajdanu zaczęli zajmować budynki w dzielnicy rządowej, domagając się natychmiastowej dymisji Wiktora Janukowycza. W wyniku eskalacji przemocy w stolicy, prezydent Ukrainy był zmuszony do wyjechania do Charkowa. 

Na fali szalejącego buntu i trwającego faktycznego zamachu stanu 22 lutego Rada Najwyższa przyjęła uchwałę w sprawie „samoodsunięcia” Janukowycza od sprawowania władzy. 

Decyzja ta była całkowicie bezprawna. Odbyła się z oczywistym z naruszeniem Konstytucji Ukrainy, która wyraźnie określała warunki wcześniejszego zakończenia kadencji przez prezydenta. Mogło się to odbyć wyłącznie w następujących przypadkach: dobrowolnej rezygnacji z funkcji, poważnej choroby, w wyniku procedury impeachmentu i oczywiście w wyniku śmierć. Żadna z tych przesłanek nie została wyczerpana. Procedura impeachmentu nie została przeprowadzona przez deputowanych do Rady Najwyższej. Nielegalna decyzja ukraińskiego parlamentu stała się faktycznie zamachem stanu. Kolejne decyzje Rady Najwyższej nie miały mocy konstytucyjnej, na czele z uchwałą o wyznaczeniu przedterminowych wyborów prezydenckich na 25 maja 2014 r.

Działania te były nielegalne, ponieważ nie spełniały formalnoprawnych warunków, jakie narzucała konstytucja Ukrainy z 1996 roku, która obowiązywała do 22 lutego 2014 roku. Wiktor Janukowycz nie podpisał ustawy przywracającej konstytucję z 2004 roku, a jego „samousunięcie” nie miało podstawy konstytucyjnej.

23 lutego obowiązki „prezydenta” bezprawnie powierzono nowemu przewodniczącemu Rady Najwyższej, którym został Aleksander Turczynow, a cztery dni później parlament mianował Arsenija Jaceniuka „premierem”, który utworzył nowy „rząd”. Został on natychmiast uznany przez Stany Zjednoczone i Unię Europejską, co jasno pokazuje, jak instrumentalnie rząd w Waszyngtonie traktuje narrację o demokracji i legalizmie. 

Od chwili niekonstytucyjnych „wyborów prezydenckich” funkcję głowy państwa objął Petro Poroszenko. Tę swoistą sztafetę obejmowania władzy po zamachu stanu obserwujemy po dziś dzień. A w wyniku ingerencji USA i ich sojuszników w wewnętrzne sprawy Ukrainy, doszło do radykalizacji ludności rosyjskojęzycznej, której prawa zostały zresztą zredukowane drastycznie nielegalnym uchyleniem ustawy językowej, który pozwalał swobodnie używać języka rosyjskiego. Doprowadziło to odmowy uznania „nowych władz” Ukrainy najpierw na Krymie, a następnie w obwodach donieckim i Ługańskim. Rosnąca eskalacja i spirala oskarżeń formułowana przez zamachowców z Kijowa pod adresem ludności Donbasu o „separatyzm” spowodowały działania wojenne, które pochłonęły kilkanaście tysięcy osób. 

Zarówno tzw. pomarańczowa rewolucja z lat 2003-2004 roku, jak i Euromajdan z lat 2013-2014 są modelowymi przykładami tzw. kolorowych rewolucji. Stany Zjednoczone rozwinęły całą technologię polityczną inspirowania protestów i zamachów stanów, realizowanych pod hasłami demokracji, pluralizmu, obrony wolności obywatelskich. Jednym z teoretyków i praktyków jednocześnie tego typu działań był Gene Sharp, którego książka „Od demokracji do dyktatury” stała się swoistym podręcznikiem dla opozycji finansowej przez USA w takich krajach jak Jugosławia, Gruzja czy właśnie Ukraina. Sharp opracował systematyczny zestaw strategii, który umożliwia tworzenie swego rodzaju inżynierii buntu społecznego. Jego metody opierają się na szeroko zakrojonej mobilizacji społeczeństwa, wykorzystaniu strajków, bojkotów, marszów i nieposłuszeństwa obywatelskiego. Tego typu strategie są tym łatwiejsze w realizacji, jeśli w danym kraju funkcjonują opłacane z zewnątrz różnego rodzaju organizacje pozarządowe zajmujące się polityką, czy tematyką polityczno-społecznym. Waszyngton od dekad wydaje miliardy dolarów na finansowanie różnego rodzaju politycznych i okołopolitycznych organizacji w innych państwach. Oczywiście wszystko pod flagą „promocji demokracji”. Na zakończenie warto wspomnieć wypowiedź z 13 grudnia 2013 r. ówczesnej asystentki sekretarza stanu USA ds. Europy i Eurazji Victorii Nuland, którą wygłosiła podczas konferencji Fundacji U.S-Ukraine. Opowiadała o jej licznych wizytach na Ukrainie i „zainwestowaniu” przez USA sumy pięciu miliardów dolarów na wspieranie demokracji i „aspiracji europejskich”.

5 4 głosy
Ocena artykułu
Subskrybuj
Powiadomienie o
guest

3 Komentarze
Najstarszy
Najnowszy Najwięcej głosów
Informacje zwrotne Inline
Wyświetl wszystkie komentarze
waljurek
waljurek
29 dni temu

Sprawa użycia broni przez snajperów, została dośc szczególowo zbadana i prof.Ivan Katchanovski z Universytetu w Ottawie udowodnił że sprawcami masakry byli sami organizatorzy majdanu. Strzały padały bowiem z budynków zajętych wtedy przez grupy zbrojne samych organizatorów protestów .
https://www.youtube.com/watch?v=mh6RYyhDmqU
https://www.tandfonline.com/doi/full/10.1080/23311886.2023.2269685?scroll=top&needAccess=true

Marcus
Marcus
25 dni temu
Odpowiedzieć do  waljurek

Z Ottawy dobrze widział. Miał mocna lornetkę, demokratyczną.

ROMAN
ROMAN
27 dni temu

może tak naprawdę nie ma tej tzw. pomocy militarnej, a funkcjonuje to tylko w ramach narracji medialnej…

3
0
Będziemy wdzięczni za komentarzex