Manipulacja i dezinformacja jako narzędzia kształtowania świadomości społecznej

Podstęp, to według Słownika Języka Polskiego PWN „sprytne działanie mające na celu oszukanie kogoś”. Według tego samego źródła, manipulacja „to wykorzystywanie jakichś okoliczności, naginanie lub przeinaczanie faktów w celu udowodnienia swoich racji lub wpływanie na cudze poglądy i zachowania”. Łatwo tu zauważyć, że manipulacja jest ewolucyjną konsekwencją podstępu. Jako współczesną metamorfozę podstępu, można jednak uznać dezinformację. Według Vladimira Volkoffa jest nią „realizowanie konsekwentnego programu zmierzającego do zastąpienia w świadomości, a przede wszystkim w podświadomości mas będących przedmiotem tych działań, poglądów uznanych za niekorzystne dla dezinformatora takimi, które uważa on za korzystne dla siebie”1

V. Volkoff umieszcza dezinformację między wpływaniem, a wprowadzaniem w błąd (intoksykacja). Ta pierwsza ma charakter pozornie niezorganizowany i kładzie nacisk na wymiar ilościowy. Drugie zaś, „jest czynnością jednorazową, związaną z konkretnymi działaniami, dopuszcza pewną amatorszczyznę, wykorzystuje najprzeróżniejsze środki i zmierza do wmówienia pewnych określonych rzeczy określonym osobom2. Natomiast dezinformacja „jest prowadzona w sposób systematyczny, fachowy, zawsze za pośrednictwem mass mediów i jest adresowana do opinii publicznej, a nie sztabów krajów – obiektów działań”3

Należy tu podkreślić, że dezinformacja nie jest kłamstwem, a przynajmniej w potocznym znaczeniu tego słowa, gdyż te jest zbyt łatwe do obnażenia. Nie jest także propagandą, której bliżej do reklamy, propagującej zalety własnego produktu politycznego i obrzydzającego inny. Dezinformacji zdecydowanie bliżej do manipulacji, która również opiera się na podstępie. Jej celem jest wywarcie skutecznego wpływu na ludzką percepcję, skłaniającą do zachowań determinujących osiąganie określonych wcześniej celów politycznych. Podstęp polega tu na wymuszeniu wyobrażenia zbiorowego, dość luźno powiązanego ze stanem faktycznym wobec zdarzeń do których się odnosi, za to zgodnego z oczekiwaniami dezinformatora. Stan ten powoduje nie tylko nieświadomość mas, ale ich przekonanie co do „własnych” racji, których motywem przewodnim jest czynienie dobra, bądź wybieranie mniejszego zła4

Jako że dezinformacja kierowana jest do opinii publicznej, do jej przekazu niezbędne są tzw. pudła rezonansowe, czyli media. Kluczową rolę odgrywają tu dziennikarze, którzy co prawda odgrywają rolę przekaźników, ale podobnie jak źródło dezinformacji, odwołują się do sfery uczuciowej swoich odbiorców. Ludzie mediów doskonale wiedzą, że emocje sprzedają się lepiej niż prawda, którą trzeba w tym celu odpowiednio zmodyfikować. 

Jak się okaże w dalszej części pracy, to właśnie ludzkie emocje są docelowym adresatem dezinformacji. Dla mas odbiorców, dezinformator łatwo przerobi prawdę na łatwo przyswajalną, atrakcyjną, ale przede wszystkim użyteczną dla niego fikcję5

Na potrzeby niniejszej pracy, najbardziej adekwatną zdaje się być jednak definicja Tomasza Formickiego. Według niego „jednym z integralnych elementów walki informacyjnej jest dezinformacja, a więc stworzenie przeciwnikowi zafałszowanego obrazu rzeczywistości. Celem tego typu działania jest ukierunkowanie procesu decyzyjnego strony będącej obiektem dezinformacji zgodnie z wolą atakującego”6

Generowanie skutku, jako uwiarygodnienie przyczyny 

W listopadzie 2016 r. Donald Trump wygrał wybory prezydenckie, pokonując Hilary Clinton. Rezultat ten okazał się wielkim zaskoczeniem dla całego obozu demokratycznego. Opierając się na sondażach, które były przychylne H. Clinton, obóz ten oczekiwał jej zwycięstwa. Rozczarowanie to skutkowało masowymi demonstracjami przeciwników Trumpa, które odbywały się w dużych aglomeracjach miejskich USA, głównie w Nowym Jorku, Chicago, Filadelfii, Bostonie, Dallas i oczywiście Los Angeles. Dla protestujących, czy ściślej – organizatorów tych protestów nie miało znaczenia, że H. Clinton pogratulowała już zwycięzcy, zwracając się do swoich wyborców o uszanowanie tego wyniku. Z takim samym apelem wystąpił także kończący drugą kadencję prezydent Barack Obama, którego administracja pełniła swoje obowiązki do czasu zaprzysiężenia Trumpa, które nastąpiło 20 stycznia 2017 roku7

Także po zaprzysiężeniu miał miejsce ponadnarodowy protest (Marsz Kobiet) w którym udział miało wziąć 4 miliony osób na całym świecie. Celem tego protestu było wyrażenie sprzeciwu wobec dopiero co rozpoczętej polityki nowego prezydenta. Lewicowe środowiska zarzucały Trumpowi głównie niewłaściwy stosunek do praw człowieka, praw LGBT, ale także do polityki migracyjnej, ochrony środowiska, służby zdrowia, czy też wolności religijnej (stosunek do islamu). 

Przyczynkiem do niniejszej pracy jest jednak proces uzasadnienia powyższego rezultatu wyborczego przez administrację B. Obamy w okresie listopad – grudzień 2016 r. Już trzy dni po zaprzysiężeniu D. Trumpa, a więc 23 stycznia 2017 roku na stronie Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych ukazał się ważny artykuł wskazujący na ingerencję rosyjskich służb w proces wyborczy na prezydenta USA8. Autor, powołując się na bliżej nieokreślone materiały amerykańskiego wywiadu starał się w nim dowieść, że ingerencja taka faktycznie miała miejsce. Usprawiedliwiał porażkę H. Clinton poprzez sugestię, że zdobyte i ujawnione przez Rosjan dokumenty kompromitujące kontrkandydatkę Trumpa zaważyły na rezultacie wyborów. Co ciekawe, autor nie odnosi się do treści tych „kompromatów”9, czyli nie podważa ich prawdziwości, ale i lekceważy ich ciężar polityczny. Publikacja tych danych była ewidentnie niekorzystna dla obozu demokratów i korzystna dla obozu republikanów. Niestety nie odnajdujemy tu motywu, ani korzyści, jakie potencjalnie mogłaby odnieść Rosja. 

Co znamienne, dopiero po rozstrzygnięciu wyborów amerykańskie media zaczęły donosić o „potwierdzonych” operacjach wywiadu rosyjskiego, które miały mieć miejsce w trakcie kampanii wyborczej. Naturalnie źródłem tych sensacji mogły być tylko amerykańskie służby specjalne i agendy rządowe z nimi powiązane, które w tym czasie podlegały jeszcze administracji B. Obamy. Konkretnie były to – Biuro Dyrektora Narodowego Wywiadu (Office of the Director of National Intelligence) oraz Departament Bezpieczeństwa Krajowego (Department of Homeland Security).To na podstawie oświadczeń tych dwóch agencji B. Obama zarządził wydalenie z USA 35 dyplomatów rosyjskich. I tu dochodzimy do kwintesencji omawianego zagadnienia, w którym skutek – czyli wydalenie dyplomatów – uwiarygadnia (w powszechnym odbiorze społecznym) dotychczasowe podejrzenia o ingerencję Rosjan w amerykańskie wybory. Innymi słowy fakt polityczny uprawomocnia fakt medialny, który dla bezrefleksyjnych mas urasta do rangi faktu politycznego. 

Czy powyższy przypadek może dowodzić chęci odegrania się na przeciwniku, czy też usprawiedliwienia porażki? Z punktu widzenia pragmatyki politycznej motywy te miałyby jednak dość płytki i przede wszystkim doraźny charakter. Z perspektywy długofalowej możemy dostrzec coś zupełnie odmiennego, a mianowicie poświęcenie prawdy jako wartości drugorzędnej, na rzecz azymutu uzasadniającego utrzymanie dotychczasowego, twardego kursu polityki Waszyngtonu wobec Moskwy. Można to uznać za ostatni akord dotychczasowej polityki administracji B. Obamy, wobec nowych wyzwań, wynikających z postulatów prezydenta elekta. 

Co bardzo ważne, w czasie trwania kampanii wyborczej obóz demokratów nie dostrzegał ingerencji ze strony Rosji, a przynajmniej w sposób wyraźny tego nie artykułował. Owszem, sekretarz stanu John Kerry ostrzegał Rosję przed taką ingerencją, ale przyznawał jednocześnie, że Rosja nie ma zdolności do wpływu na amerykańskie wybory. Podobne ostrzeżenia stosował także sekretarz obrony Ash Carter, a demokratyczna senator Jeanne Shaheen, zażądała nawet przesłuchania członków senackiej Komisji Stosunków Międzynarodowych, na okoliczność zbadania ewentualnej ingerencji Rosji w proces wyborczy. Amerykańskie służby specjalne zapewniały, że badają wszelkie tajne operacje rosyjskie, mogące w jakikolwiek sposób wpłynąć na wynik kampanii wyborczej. W trakcie kampanii nie przedstawiono jednak żadnych dowodów świadczących o rosyjskich wpływach na amerykańską kampanię wyborczą. Rosyjski rząd odrzucał wszystkie podejrzenia i konsekwentnie zapewniał o zachowaniu neutralnego stanowiska wobec kandydatów do amerykańskiego fotela prezydenckiego. Sama H. Clinton podczas swoich przemówień sugerowała ingerencję rosyjską na korzyść D. Trumpa, ale czyniła to w kontekście przedstawiania siebie jako podmiotu stabilizacyjnego dla Stanów Zjednoczonych. D. Trump natomiast 26 lipca 2016 r. zakomunikował na Twitterze, iż nie prowadzi żadnych interesów w Rosji i stanowczo zaprzeczył, jakoby był kandydatem Rosji w wyborach prezydenckich10

Także w Czechach, 17 kwietnia 2021 r. premier A. Babisz na specjalnej konferencji prasowej obwieścił, że eksplozje składów amunicji w m. Vrbetice z 2014 roku były spowodowane przez GRU. Podjął przy tym decyzję o wydaleniu z Czech 18 rosyjskich dyplomatów. Informacje te były trudne do przyjęcia dla prezydenta Czech M. Zemana, piastującego to stanowisko od 2013 roku. Wyraził on zdumienie, że nigdy wcześniej podobne sygnały do niego nie dochodziły11. Opinia publiczna dotąd nie dowiedziała się jakie dowody stały za tym podejrzeniem i jego dyplomatycznymi skutkami. Interesującym jest natomiast fakt, że orędownikiem sankcji wobec Rosji był wtedy Petr Pavel, dzisiejszy prezydent Czech12. Mamy tu zatem kolejny, niemal analogiczny przykład generowania skutku (wydalenie dyplomatów) w celu uwiarygodnienia przyczyny (ingerencja rosyjska). 

Cambridge Analytica 

W kontekście wygranej D. Trumpa nader często porusza się rolę amerykańskiej firmy Cambridge Analytica (CA), specjalizującej się w analizie danych. Zajmowała się ona (CA rozwiązano w 2018 r.) badaniem zgromadzonych danych pochodzących z Internetu, głównie zaś z Facebooka (FB). Przy pomocy odpowiednich algorytmów CA tworzyła grupy użytkowników, których łączyły podobne zainteresowania, poglądy polityczne, czy też wyznanie religijne. Dane te wykorzystywane były do reklamy określonych towarów, ale mogły być także pomocne w promowaniu konkretnego kandydata w wyborach prezydenckich. Choć nie ma na to dowodów, to CA przypisuje się odegranie istotnej roli w dwóch największych kampaniach 2016 roku, tj. brexitowej i prezydenckiej w USA. Rzecz w tym, że sztab D. Trumpa poważnie opierał się na kampanii cyfrowej prowadzonej właśnie przez CA. Dane będące w posiadaniu tej firmy mogły przybliżać preferencje wyborcze użytkowników FB, to z kolei mogło się przełożyć na kierowanie odpowiedniego przekazu do określonych grup, a to dopiero mogło wpłynąć na wyniki wyborów13

To oczywiście hipoteza obozu demokratów, ale nawet przy założeniu że tak było, to brak w tym znamion przestępstwa w postaci włamania, czy kradzieży. CA gromadziła dane o użytkownikach FB, ale o tych, którzy wyrazili zgodę na dostęp do programu o danych osobowych. Ponadto CA przesyłała tym użytkownikom internetowe ankiety do wypełnienia, za co im płaciła 1-2 dolary. Wiązało się to z pobraniem stosownej aplikacji FB i wyrażeniem zgody na dostęp do informacji o miejscu zamieszkania i „polubieniach”. Proces ten pozwalał na zebranie danych o około 50 mln. użytkowników FB14

Mowa o wpływaniu w ten sposób na wyniki wyborcze, a tym bardziej o manipulacji wydaje się tu mocno na wyrost. Czym bowiem różni się wysłanie spotu wyborczego drogą internetową od wrzucenia ulotki wyborczej do skrzynki na listy? Adresat takiej informacji nie musiał też głosować zgodnie z jej przesłaniem, podobnie jak w ogóle nie musiał brać udziału w czynnym głosowaniu. Wreszcie portale społecznościowe są wręcz przepełnione informacjami o użytkownikach, publikowanymi przez samych użytkowników. Szerzej działalność Cambridge Analytica została opisana przez jej współtwórcę Christophera Wylie, który w owym czasie miał raptem 24 lata15

Z ewidentną manipulacją mielibyśmy natomiast do czynienia w przypadku zastosowania komunikatów podprogowych, odwołujących się do podświadomości odbiorcy. Fakt taki miał miejsce np. podczas kampanii F. Mitterranda, kiedy w 1988 roku kandydował do drugiej kadencji prezydenckiej – którą wygrał. Wtedy to jedna z wiodących stacji telewizyjnych w czasie wysokiej oglądalności, prawie 3 tys. razy wyemitowała obraz kandydującego prezydenta. Działo się to w sposób niezauważalny dla oka ludzkiego, chyba że dokonano by emisji w zwolnionym tempie. Klasycznym przykładem takiej manipulacji jest umieszczenie pożądanego obrazu w co 25-ej klatce (obraz tv składa się właśnie z 25 klatek na sekundę). Obraz taki trwa zbyt krótko, by oko było w stanie przekazać go do ludzkiej świadomości, ale uznaje się, że trafia on bezpośrednio do podświadomości16

Dezinformacja u progu ingerencji USA w Jugosławii 

Wartym przypomnienia jest także zdarzenie z 15 stycznia 1999 roku w serbskiej wsi Raczak. Miejscowość ta zamieszkiwana była przez mniejszość albańską, a w owym czasie przebywał tam oddział Wyzwoleńczej Armii Kosowa (UCK), który dzień wcześniej zabił jednego z serbskich policjantów. Doszło tam do walki między albańskimi partyzantami a serbską policją. W wyniku wymiany ognia zginęło 5 przypadkowych mieszkańców wioski – chłopiec, 3 kobiety i starszy mężczyzna. Tego dnia obserwatorzy OBWE innych ofiar nie ujawnili, ale już 16 stycznia amerykański obserwator W. Walker oświadczył, iż posiada niepodważalne dowody na dokonane tam przez Serbów rozstrzelania 45 albańskich cywilów. Rzeczywiście zwłoki te ujawniono i po dokonaniu wstępnych oględzin i dokumentacji fotograficznej przewieziono do kostnicy. Zespół serbskich, białoruskich i fińskich lekarzy specjalizujących się w medycynie sądowej dokonał szczegółowych badań. W ich wyniku ustalono, że wszystkie ciała miały rany postrzałowe, ale tylko jedno z bliskiej odległości. Nie ujawniono też okaleczeń charakterystycznych dla osób związanych, czy stawiających opór. Powszechna była też opinia że rany postrzałowe na ciałach nie pokrywają się z dziurami na odzieży. Okazało się ponadto, że część obserwatorów oraz wysocy urzędnicy OBWE od początku odbierało to zdarzenie jako albańską inscenizację, mającą pogrążyć Serbów. Jak można bowiem uzasadnić, że wszystkie 45 ciał znajdujących się w zbiorowej mogile było zgodnie z obrządkiem muzułmańskim zwrócone głową na wschód? Czy sprawcy innego wyznania po dokonaniu tak okrutnej zbrodni podchodziliby z taką pieczołowitością do pochówku znienawidzonych ofiar? Choć rząd Jugosławii odpierał oskarżenia tłumacząc, że ofiar cywilnych było tylko 5, w świat poszła już informacja o serbskiej masakrze na albańskich cywilach. Wersja ta została zaakceptowana przez społeczność międzynarodową, a USA miały wyraźny pretekst do przeprowadzenia bombardowań Serbii w ramach operacji Allied Force17

Przykład ten również wskazuje na praktyczność stwarzania pewnego obrazu, silnie oddziaływującego na społeczność międzynarodową, a w rezultacie usprawiedliwienia późniejszych poczynań – w tym wypadku przeprowadzonych bombardowań. Mamy tu zatem sztuczne wytworzenie przyczyny, która ma uzasadnić realny, zamierzony wcześniej plan. Warunki są dwa, stworzony obraz musi zawierać cechy prawdopodobieństwa oraz trafiać do sfery emocjonalnej mas. 

Dezinformacje jako podglebie ingerencji USA w Zatoce Perskiej 

Warto też przypomnieć ważne, choć zapomniane już wydarzenie z połowy października 1990 roku, nazywane wówczas „aferą inkubatorową”. Otóż wtedy przed komisją Kongresu USA zeznawała 15 letnia Nayirah al-Sabah, szybko określona przez media jako „pielęgniarka Nayirah”. Zeznała ona, że pracowała w kuwejckim szpitalu jako wolontariuszka, gdy wkroczyli tam iraccy żołnierze. Jej zeznania wstrząsnęły całym ówczesnym zachodnim światem, kiedy zalana łzami twierdziła, że na jej oczach żołnierze ci zaczęli wyrzucać noworodki z inkubatorów na podłogę, pozwalając im umrzeć18

Te traumatyczne zeznania przyćmiły widzom fakt, że dziewczyna mówiła perfekcyjnie po angielsku i to z amerykańskim akcentem. Dopiero po zaangażowaniu się USA w konflikt militarny z Irakiem wyszło na jaw, że Nayirah rzeczywiście była na wakacjach w Kuwejcie i odwiedziła nawet szpital, nigdy jednak tam nie pracowała, ani nie była wolontariuszem. Nie było też tam żadnych żołnierzy, za to ona sama okazała się córką kuwejckiego ambasadora w Stanach Zjednoczonych. Zdarzenie to ukazuje skuteczność dezinformacji odwołującej się do emocji, a w tym przypadku usprawiedliwienie udziału w wojnie w oczach opinii publicznej. Wyraźnym motywem staje się tu odhumanizowanie przeciwnika oraz usprawiedliwienie własnych poczynań. 

Podobnego mechanizmu możemy się dopatrzeć w okresie II wojny w Zatoce Perskiej z 2003 roku. W rzeczywistości już w 2002 r. USA i Wielka Brytania proklamowały swoje prawo do inwazji na Irak, pod pretekstem uniemożliwienia S. Husajnowi dalszej produkcji broni masowego rażenia. Choć broni takiej Irak nie posiadał, to pretekst ten był dla G.W. Buscha niezbędny do uzyskania zgody od Kongresu na użycie siły. Dopiero w maju 2005 r. „Sunday Times” opublikował pisma, które „wyciekły” z biura premiera T. Blaira. Wynikało z nich, że 23 lipca 2002 r. odbyło się spotkanie gabinetu wojennego brytyjskiego premiera. Już wtedy brytyjscy – szef wywiadu zagranicznego oraz minister obrony stwierdzali, że „dane wywiadowcze i fakty były naginane na potrzeby polityki” i „Stany Zjednoczone rozpoczęły już działania mające przygwoździć Irak, aby wywrzeć presję na reżim”. Przygwożdżenie to przejawiało się bombardowaniem Iraku przez połączone siły powietrzne na przełomie sierpnia i września 2002 r., kiedy to USA wespół z Wielką Brytanią zrzuciły na to państwo 54,6 ton bomb. Ale próby sprowokowania Iraku do działań zbrojnych miały miejsce już wcześniej, bo w maju 2002 r., gdy na jego południową część zrzucono 10 ton bomb. Wynika z tego, że Waszyngton i Londyn rozpoczęli swoją wojnę nie w 2003 r., ale rok wcześniej i to przed formalną akceptacją Kongresu USA (11 października 2002 r.). Oczywiście działania te przedstawiano w mediach jako obronne i zapobiegawcze. Irak jednak nie dał się sprowokować do działań odwetowych, składał tylko (nieskuteczne) protesty do ONZ19

Inwazja ta oczywiście nie miała żadnego umocowania w rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ, mimo to wsparcia Amerykanom udzieliły Wielka Brytania, Australia i Polska. Okupacja Iraku trwała do grudnia 2011 roku, okres ten pochłonął do 1 mln. ofiar, choć dokładne dane nie są znane. Jej skutkiem było powstanie ISIS, niezliczone ofiary cywilne będące wynikiem działań wojsk USA oraz prywatnych firm wojskowych. Wojsko amerykańskie dopuszczało się nie tylko zbrodni wojennych, ale także torturowania jeńców i osób cywilnych. Fotografie dowodzące znęcania się nad zatrzymanymi, wykonane przez samych amerykanów przenikały do przestrzeni publicznej. Ówczesny Sekretarz Generalny ONZ Kofi Anan uznał tę wojnę za nielegalną z punktu widzenia prawa międzynarodowego20

Dziś wiemy, że broń masowego rażenia w Iraku była pretekstem do napaści na ten kraj. Jej efektem ubocznym stał się rozwój islamskiego terroryzmu, zaś celem i to od samego początku był dostęp do złóż ropy naftowej i innych irackich zasobów. W ostatnim czasie coraz powszechniejszą staje się jednak teza, że przyczyną zasadniczą było uniemożliwienie S. Husajnowi rezygnacji z rozliczeń dolarowych w handlu ropą naftową. Niestety, w mediach obowiązywała wtedy podtrzymywana przez różne autorytety narracja o konieczności inwazji na Irak. 

Propaganda Edwarda Bernaysa 

Już 100 lat temu propagandę, jako skuteczną metodę osiągania celów biznesowych stosował i opisywał jej prekursor Edward L. Bernays. Wychodził on z nowatorskiego wówczas założenia, że jeśli chce się przekonać masy do jakiegoś produktu (bądź informacji o nim) należy opłacić21 naukowców i ekspertów, którzy będą go legitymizować własnym autorytetem. Z biegiem czasu dostrzegł on, że podobne reguły obowiązują na wojnie oraz w sferze polityki. W czasie I wś Bernays wchodził w skład Komisji Informacji Publicznej, której celem było kształtowanie opinii społeczeństwa amerykańskiego w kierunku akceptacji włączenia się USA do wojny w Europie. Aby to osiągnąć, Komisja posługując się zmyślonymi historiami wzniecała nastroje antyniemieckie. Taką samą strategię USA stosowały w czasie II wś wobec Japończyków. W obu przypadkach chodziło o fabrykowanie „faktów” o zbrodniach wojennych oraz przedstawianiu wojsk nieprzyjacielskich jako zwyrodniałych i nieludzkich22

Godną przytoczenia – gdyż stała się przykładem dla kolejnych interwencji – jest akcja z pierwszej połowy lat 50., kiedy to USA były importerem bananów z Gwatemali. Wzmożonej konsumpcji tego owocu sprzyjała „poparta badaniami naukowymi” kampania Bernaysa, dowodząca ich zbawczego wpływu na zdrowie. Kiedy okazało się, że ówczesny prezydent Gwatemali J. Guzman może doprowadzić do nacjonalizacji plantacji bananów, co przełożyłoby się na ich cenę, Bernays rozpoczął działania zmierzające do jego dyskredytacji. Nie szczędząc środków przekonał dziennikarzy czołowych gazet w USA, ale także polityków i wiele innych wpływowych osób do tego, że Guzman jest komunistą sympatyzującym z ZSRR. Działania te były na tyle skuteczne, że w 1954 r. CIA zainicjowała zamach stanu w wyniku którego Guzman został obalony i zastąpiony przychylnym dla USA C. Armasem23

Perspektywa czasu potrafi zweryfikować teorie, które wcześniej były uważane za spiskowe. Od marca 2020 roku na świecie zapanowała panika, wynikająca z wprowadzenia na polecenie WHO stanu pandemii Covid 19. Wiara w powagę zagrożenia dotknęła społeczeństw ze wszystkich kontynentów. Masy zaakceptowały radykalne ograniczenia wolności, a nawet to, że choroba może mieć charakter bezobjawowy. Przyczynili się do tego liczni eksperci, których pełno było w środkach masowego przekazu. „Powagę” zagrożenia mimowolnie zdemaskowała sytuacja, w której miliony niezaczepionych Ukraińców zaczęło opuszczać swój kraj. Czy nie o tym pisał E. Bernays w swojej „Propagandzie”? 

Oczywiście perspektywa czasu potrafi zweryfikować także teorie, które wcześniej były uważane za prawdopodobne. W latach 90-ych wydana została książka pod sugestywnym tytułem „Czy Rosja przetrwa do roku 2000”24. Jej autor był wówczas głównym specjalistą w Ośrodku Studiów Międzynarodowych przy Senacie RP. Ten sam człowiek w roku 2010 został ambasadorem Polski w – nomen omen – Rosji. 

Wracając do Bernays’a, dokonał on mogącego wiele wyjaśniać spostrzeżenia, że następstwem rewolucji przemysłowej było utracenie przez królów władzy na rzecz burżuazji. Dalszą tego konsekwencją było przesunięcie władzy do prostego ludu, któremu zaczęło przysługiwać powszechne prawo wyborcze. To ostatnie już wiek temu miało sprzyjać konsolidacji burżuazji wobec zagrożenia ze strony zwyczajnych (przeciętnych) ludzi. Wtedy to zasobna mniejszość miała odkryć skuteczne narzędzie do kształtowania umysłów mas ludzkich. Narzędziem tym była propaganda, a jej celem wprowadzenie do świadomości powszechnej modelu zgodnego z interesem bogatej i wpływowej mniejszości. Istotne jest, by była ona prowadzona ciągle i powszechnie, bowiem to systematyczność gwarantuje sukces25

Konkluzje 

Przedstawiony problem może skłaniać do głębszej refleksji nad pojęciami prawdy, półprawdy i postprawdy. Otóż jak wspomniano wyżej, rok 2016 oprócz wyborów prezydenckich w USA wiązał się także z referendum brexitowym w Wielkiej Brytanii. Obydwa fakty polityczne dowiodły, że zmieniło się społeczne postrzeganie prawdy. W obu przypadkach istotną rolę odgrywały fałszywe informacje, które w epoce postprawdy zaczynają być postrzegane jako „fakty alternatywne”. Sprzyja temu postmodernistyczna koncepcja o nieistnieniu prawdy obiektywnej. Podstawą tej tezy może być brak 100% weryfikalności prawdy, a to w przypadku występowania określonego interesu może skłaniać do „alternatywnej” narracji. Sprzyja jej fakt, że wiek XXI wyróżnia się najgorzej poinformowanym społeczeństwem, choć dysponuje najlepszymi narzędziami do odbioru informacji. Także środowisko dziennikarskie staje się coraz bardziej konformistyczne, choć główną rolę odgrywają tu przede wszystkim redaktorzy naczelni. Przestają oni wysyłać podwładnych na miejsca zdarzeń, czy też podejmowania decyzji, natomiast wygodnie oczekują na oficjalne komunikaty rządu, ministerstwa, czy innych kancelarii. Jest to dziennikarstwo uprawiane na skróty, nazywane też dziennikarstwem pasywnym. Dodatkowym bonusem tej metody jest jej ekonomiczność dla wydawnictwa. Wydawca, dla którego głównym kryterium wartości swojego medium stanowi poczytność bądź oglądalność, nastawiony jest na dużą ilość informacji. Naturalnie przekłada się to na jakość, ale ta nie ma dla większości odbiorców aż tak dużego znaczenia. Stan ten w dużej mierze może usprawiedliwiać „szeregowych” dziennikarzy, zobowiązanych do wykonywania ilościowej dniówki26

Ryszard Kapuściński postrzegał powyższą zależność w kategorii niewolników (dziennikarze) i panów (red. naczelni). Wspominając czasy, kiedy prawda stanowiła fundamentalną wartość dla informacji zauważał, że niedawno tą ostatnią bardzo zainteresował się świat biznesu. Informacja stała się źródłem zysku, zaś prawda przestała odgrywać w niej istotną rolę. Rolę prawdy przejęła inscenizacja spektaklu, który można wszędzie i łatwo sprzedać. Im spektakl bardziej widowiskowy, tym więcej można na nim zarobić. Wskazywał, iż na czele największych grup telewizyjnych stoją osoby niezwiązane z dziennikarstwem, za to ściśle powiązane z wielkim biznesem, bankami, firmami ubezpieczeniowymi i innymi instytucjami, nastawionymi na duży i szybki dochód27

Noam Chomsky potwierdza stanowisko Kapuścińskiego twierdząc, że kiedy przyjrzymy się strukturze własnościowej mediów (NYT, The Washington Post, CBC News), to dojdziemy do wniosku, że są to prywatne korporacje, sprzedające swój produkt na wolnym rynku, jak w każdym innym biznesie. Ich klientami są reklamodawcy i to oni, a nie czytelnicy generują przychód, a sprzedawanym produktem jest widownia. Jedną z konsekwencji tego stanu jest według niego zakłócanie zdolności niezależnego myślenia i działania, poprzez odwrócenie uwagi. To z kolei ma ograniczać ludziom możliwość poznania mechanizmów rządzących światem, co uniemożliwia jego zrozumienie i krytyczną analizę28

Amy Goodman uzupełnia powyższe wnioski, wskazując na setki radiowych, telewizyjnych i oczywiście internetowych kanałów, w których brak różnorodności. Słyszy się za to chór jednakowych pod względem treści głosów, należących do zapraszanych wszędzie „ekspertów”. Odbiorcy ich narracji głęboko przeżywają interpretacje takich tematów jak wojna i pokój, zmiany klimatyczne, wyżywienie globalnej populacji, rosnących nierównościach między bogatymi i biednymi oraz polityce prozdrowotnej. Media stały się odzwierciedleniem konsensusu elit, reprezentują interes władzy, a powinny stać wobec niej w opozycji29

Aktualnie ludziom bardziej zależy na ciekawej historii, niż na prawdzie, a żeby oddać ważny głos wyborczy, prawda nie jest niezbędna. Tymczasem demokracja powinna opierać się na dialogu dobrze poinformowanych obywateli. Dialog ten podnosi się lub opada w zależności od rodzaju oparcia. Może nim być propaganda i kłamstwo, ale mogą to być weryfikowalne przez rozum i naukę fakty. Dziś jasnym się stało, że jeśli prawo do informacji ma dalej funkcjonować, to musi je egzekwować wyspecjalizowana grupa profesjonalistów. Niestety, dziennikarstwo kosztowało i będzie kosztować wiele pieniędzy. Sam proces sprawdzania informacji wymaga ludzi, którzy poświęcą swój czas na dokonywanie niezbędnej weryfikacji. 

Tu dochodzimy do konstatacji, że jeśli społeczeństwo oczekuje by respektowano jego prawa, musi wziąć odpowiedzialność za finansowanie niezależnej informacji. Zauważyć można, że dziś media coraz wyraźniej domagają się opłat za przesyłanie ich cyfrowej informacji w Internecie. Jeśli zaś społeczeństwo nie zechce finansować dostępu do informacji które konsumuje, ktoś inny będzie musiał decydować o obowiązującej narracji. Być może w przyszłości nie będzie to głos ludzi, tylko naśladujących nas maszyn?30

Podsumowanie 

Wszystkie przedstawione przykłady odwołują się do sterowania społecznego, czyli socjotechniki. Dezinformacja, podobnie jak manipulacja i propaganda są jej składowymi, które łączy to, iż są subtelną nieprawdą. Wspomniano wyżej o skuteczności manipulacji, polegającej na wywieraniu u odbiorcy przekonania, że to on sam wyciąga wnioski i że są one właściwe. Od T. Formickiego dowiadujemy się, że przekonania takie wyrabiają u odbiorcy także określone postawy, czyli też pragnienia i dążenia. Podmiot sterujący narzuca tym samym własną wolę obiektom sterowanym, czyniąc z nich bezwolne narzędzia do realizacji własnych celów31

Z biegiem czasu oraz nowymi uwarunkowaniami geopolitycznymi, polityka państw, a zwłaszcza mocarstw ulega zmianom. Bez wątpienia największym takim wydarzeniem w ostatnim półwieczu był upadek ZSRR i przemiany ustrojowe w Europie Środkowo-Wschodniej. Skutkiem tego było odejście od dotychczasowego reżimu dwubiegunowego, na rzecz hegemonii USA. Paradoksalnie, nowy układ polityczny przyczynił się do tendencji autodestrukcyjnych tego mocarstwa. Już w połowie lat 80-ych Jurij Bezmienow w swojej książce o tajnikach działalności wywrotowej KGB pisał o Stanach Zjednoczonych jako ostoi wolności32

Autor konstatował wówczas, że USA największego zagrożenia może spodziewać się ze strony własnych obywateli, zindoktrynowanych lewicową ideologią33. Wedle niej, zmiany mają dążyć do państwa opiekuńczego, wobec którego społeczeństwo ma być lojalne i zależne. System taki sprzyja przyswajaniu przez obywateli przekonań i wartości oczekiwanych przez „Wielkiego Brata”34

Aktualnie, za prezydentury J. Bidena łatwo dostrzec, że wolność przestaje dotyczyć większości tego narodu. Ich polityka wewnętrzna, jak i międzynarodowa nastawione są na uprzywilejowanie mniejszości rasowych (z wyjątkiem Indian), seksualnych (LGBT…), światopoglądowych („klimatyzm”) i religijnych (nie dotyczy Mormonów). Taka „ewolucja” demokracji liberalnej, zapewne nie odpowiadałaby Biezmienowowi, ani jego polskiemu odpowiednikowi (w zakresie zdrady państwa) Ryszardowi Kuklińskiemu. 

W niniejszej pracy przedstawione zostały przykłady manipulacji i dezinformacji odnoszące się do USA i ich sojuszników. Trudno uznać, aby inne mocarstwa, takie jak Chiny, czy Rosja były wolne od podobnych praktyk, ale tu pojawia się pewien problem. Polega on na tym, że w ogólnodostępnych źródłach bardzo łatwo znaleźć wiadomości o rosyjskich trollach, akcjach dezinformacyjnych itp., jednak mają one charakter bardzo ogólny, nie dający się zweryfikować, za to odwołujący się do odbiorców, którzy przyjmą je „na wiarę”. Jaskrawym tego przykładem może być portal OKO-Press, z którego można dowiedzieć się o inspirowanych przez GRU antypolskich akcjach. Należeć ma do nich alarmowanie szkół średnich o podłożonych bombach, instruowanie na internetowych czatach jak prowadzić skuteczny stalking, jak wejść w posiadanie nielegalnej broni, jak fałszować dokumenty, jak organizować pucze, zamachy terrorystyczne itp. Adresatami tych treści mają być działacze antysystemowi i zbuntowani nastolatkowie, zwolennicy prawicy, byli funkcjonariusze PRL-owskich służb oraz… zwolennicy medycyny alternatywnej35. Nie dość, że zarzuty te nie są poparte choćby logicznymi przesłankami, to często uzupełniane są sugestiami w stylu „to tylko wierzchołek góry lodowej” itp. Rosja zdaje się koncentrować bardziej na zagadnieniach wojny informacyjnej, która koncentruje się na zdobywaniu informacji przeciwnika i ochronie własnych, przy wykorzystaniu wysokorozwiniętych technologii36

W ostatnich kilku latach daje się także zauważyć nieznane wcześniej określenie deep fake. Jest to rodzaj manipulacji utworzonej przy użyciu nowoczesnych technologii. Pozwalają one np. „włożyć w usta” polityka słowa, których ten nigdy nie wypowiedział37. Prostszą i wcześniej stosowaną manipulacją techniczną jest wspomniane wcześniej spowolnienie w określonych momentach tempa przesuwu taśmy filmowej. Widzimy wtedy obraz osoby mówiącej wolniej i z dłuższymi przerwami między słowami, co może sugerować stan nietrzeźwości mówiącego. Metoda ta była wykorzystana przeciwko prezydentowi Rosji B. Jelcynowi38. Oczywiście przykłady te znów odnoszą się do Stanów Zjednoczonych, czy szerzej – Zachodu. 

Wiek XX, ale i poprzednie dowodziły siły sprawczej pieniądza. Poszczególne kraje powoływały więc swoje banki centralne, dzięki którym rządzący mogli trzymać w ryzach gospodarkę oraz sprawować kontrolę nad pozostałymi obszarami funkcjonowania państwa. Wiek XXI z kolei dowodzi, że kontrola nad pieniądzem – choć nadal istotna – zdaje się ustępować kontroli nad informacją. Ta druga sprzyja bowiem kontroli nad społeczeństwem i choć znamy tego przykłady także z poprzedniego wieku, to dopiero ostatnie dekady ukazują jej znaczenie w wymiarze globalnym. Określona polityka informacyjna kształtuje dziś umysły nie tylko obywateli państwa, danej grupy społecznej, czy światopoglądowej. Dziś taka polityka ma charakter transnarodowy, a jej adresatem są masy ludzkie bez względu na wiek, płeć, zasobność, czy nawet wykształcenie. 

Z naszej, polskiej perspektywy ważną i niepokojącą w obliczu wojny na Ukrainie kwestią pozostaje bezpośrednie militarne zaangażowanie polskich sił zbrojnych w ten konflikt. Niestety, daje się tu zaobserwować zdumiewające podobieństwo do opisanej na wstępie sytuacji z 2016 roku w USA. Wtedy najpierw postawiono niepoparte żadnymi dowodami oskarżenie wobec Rosji, które uwiarygodniono przez wydalenie rosyjskich dyplomatów. Aktualnie również stawia się niepoparte żadnymi dowodami oskarżenie Rosji o dążenie do militarnej napaści na Polskę. Do pełnej analogii brakuje uwiarygodnienia tego zagrożenia poprzez wysłanie polskich wojsk na Ukrainę i poniesienie pierwszych ofiar. Niestety scenariusz ten jest prawdopodobny, łącznie z jego społeczną akceptacją, jako dopełnieniem uwiarygodnienia przyczyny. 

PRZYPISY

  1. V. Volkoff, Psychosocjotechnika – Dezinformacja – Oręż wojny, Komorów 1999, s. 8.  ↩︎
  2. Ibidem.  ↩︎
  3. Ibidem.  ↩︎
  4. V. Volkoff, Krótka historia dezinformacji, Wrocław 2022, s. 9.   ↩︎
  5. Ibidem, s. 187.   ↩︎
  6. A. Formicki, Wywiad i kontrwywiad jako kluczowe komponenty walki informacyjnej, Warszawa 2020, s. 957.   ↩︎
  7. Termin ten został także wyznaczony przez prezydenta elekta jako ostateczny do opuszczenia placówek dyplomatycznych przez ambasadorów nominowanych przez B. Obamę.   ↩︎
  8. M.A. Piotrowski, Amerykańskie oceny dotyczące ingerencji Rosji w przebieg wyborów prezydenckich w USA https://pism.pl/publikacje/Ameryka_skie_oceny_dotycz_ce_ingerencji_Rosji_w_przebieg_wybor_w_prezydenckich_w_USA_?fbclid=IwAR3FbUam6r9pjx-nEcZ3nw4yiBGMgWpmVMQwY-3fArVbHKgD6UPImZ8BVd4 [dostęp 10.02.2023]   ↩︎
  9. Głównie chodzi o ujawnienie 20 tysięcy e-maili Komitetu Krajowego Partii Demokratycznej, z których wynikało, że w czasie prawyborów kluczowi członkowie komitetu potajemnie wspierali kandydaturę H. Clinton.   ↩︎
  10. L. Pastusiak, Rosja w kampanii wyborczej USA, tygodnik „Przegląd” nr 40/2016.   ↩︎
  11. https://www.youtube.com/watch?v=EEDSpkGicj8 [dostęp 27.03.2023]   ↩︎
  12. https://www.dw.com/pl/czechy-wydalaj%C4%85-rosyjskich-dyplomat%C3%B3w/a-57243533 [dostęp 27.03.2023]   ↩︎
  13. Ch. Kriel, K. Viken, Cambridge Analytica – czyste dane w brudnych rękach, film dokumentalny, Wielka Brytania, Norwegia 2020.   ↩︎
  14. https://www.benchmark.pl/aktualnosci/afera-facebook-i-cambridge-analytica-o-co-chodzi.html 
    [dostęp 02.03.2023]   ↩︎
  15. Ch. Wylie, Mindf*ck Cambridge Analytica, czyli jak popsuć demokrację, Kraków 2020.   ↩︎
  16. V. Volkoff, Krótka historia…, s. 178-179.   ↩︎
  17. https://histmag.org/Nielegalne-ale-moralne-Operacja-Allied-Force-przyczyny-i-konsekwencje-18428 [dostęp 23.03.2023]   ↩︎
  18. https://www.youtube.com/watch?v=LmfVs3WaE9Y&t=306s [dostęp 07.03.2023]   ↩︎
  19. N. Chomsky, Interwencje, Katowice 2008, s. 115-116.   ↩︎
  20. https://www.dw.com/pl/inwazja-na-irak-k%C5%82amstwo-i-z%C5%82amanie-prawa-mi%C4%99dzynarodowego/a-65042106?maca=pol-rss-pol-all-1492-xml-mrss&fbclid=IwAR3H4RPDIdOfRwxqF_rDv5FVv99ocqF_QWzVe0hauFFHU15d032nzr-W42A 
    [dostęp 23.03.2023]   ↩︎
  21. Bernays pisał o manipulowaniu ludźmi wprost, posługując się językiem potocznym.   ↩︎
  22. E. L. Bernays, Propaganda, Bielany Wrocławskie 2020, s. 9.   ↩︎
  23. Ibidem, s. 12.   ↩︎
  24. W. Zajączkowski, Czy Rosja przetrwa do roku 2000, Warszawa 1993.   ↩︎
  25. E. L. Bernays, Propaganda…, s. 29-33.   ↩︎
  26. H. Carre, Epoka post-prawdy, film dokumentalny, Francja 2017.   ↩︎
  27. W. Bereś, K. Burnetko, Kapuściński: nie ogarniam świata, Warszawa 2007, s. 147.   ↩︎
  28. Epoka post-prawdy…   ↩︎
  29. Ibidem.   ↩︎
  30. Ibidem.   ↩︎
  31. A. Formicki, Wywiad i kontrwywiad…, s. 71.   ↩︎
  32. T. D. Schuman (J. Bezmienow), Agentura wpływu, Kraków 2020, s. 23.   ↩︎
  33. Ibidem, s. 50.   ↩︎
  34. Ibidem, s. 91.   ↩︎
  35. https://oko.press/ruski-lad-tropimy-rosyjskie-slady-w-polsce-sa-liczne [dostęp 19.04.2023]   ↩︎
  36. L. Sykulski, Rosyjska geopolityka a wojna informacyjna, Warszawa 2019.   ↩︎
  37. https://nowa-europa-wschodnia.simplecast.com/episodes/inwazja-nieprawdy?fbclid=IwAR10z6ZTnoLmPqNszdfgyoZwFpOI1BLsGnXL-hdVQHe3Xs_BUUqLdXXTg5E 
    [dostęp 27.03.2023]   ↩︎
  38. V. Volkoff, Krótka historia…, s. 208.   ↩︎
0 0 głosy
Ocena artykułu
Subskrybuj
Powiadomienie o
guest

0 Komentarze
Informacje zwrotne Inline
Wyświetl wszystkie komentarze
0
Będziemy wdzięczni za komentarzex