Iluzja Międzymorza

Renesans koncepcji Międzymorza wśród polskich polityków głównego nurtu był widoczny w okresie pierwszych lat III Rzeczypospolitej. Jednak niepowodzenia takich przedsięwzięć jak Inicjatywa Środkowoeuropejska, a wreszcie wybór przez Warszawę opcji euroatlantyckiej, na przeszło dwie dekady wypchnął ideę Intermarium poza główny nawias rozważań o polskiej polityce zagranicznej. Koncepcja ta powróciła do łask z początkiem prezydentury Lecha Kaczyńskiego, choć bardziej w wymiarze emocjonalnym i sentymentalnym, odwołującym się do idei jagiellońskiej, niż w postaci polityki realnej. Dopiero zdecydowane poparcie tej idei przez mocarstwo ościenne – Stany Zjednoczone – pozwoliło na sformułowanie nie tylko propozycji polityczno-gospodarczej (Trójmorze), ale i podjęcie konkretnych działań dyplomatycznych i szerszym oddźwięku, takich chociażby jak szczyt państw Trójmorza w Warszawie w 2016 r. 

Nasuwa się pytanie, dlaczego właśnie w ciągu ostatnich lat mamy do czynienia ze swoistym „odkurzaniem” i próbą wcielania w życie historycznej wizji Józefa Piłsudskiego? W mojej opinii, odpowiedź na to pytanie nie wynika zupełnie z uwarunkowań wewnętrznych polskiego życia politycznego, lecz jest ściśle związana z głębokimi przemianami geopolitycznymi, zachodzącymi na świecie od ponad dekady. Procesy te są słabo dostrzegane przez polskie elity decyzyjne, co jest niestety wynikiem ignorancji, jaka panuje w tych kręgach w stosunku do geopolityki. Dziedzina ta skutecznie wykastrowana z polskiego życia publicznego i naukowego w okresie PRL-u, po 1989 r. była (i w wielu środowiskach naukowych i opiniotwórczych nadal jest) marginalizowana. Choć we wszystkich czołowych mocarstwach świata rozwija się prężnie i stanowi, jeśli nie fundament, to na pewno jeden z głównych filarów strategii rozwoju państwa na arenie międzynarodowej. 

Współczesna walka o globalne przywództwo między mocarstwami jest zdominowana przez dwa główne procesy, które w uproszczeniu nazywamy pułapką Tukidydesa i mechanizmem, bądź pułapką Kindlebergera. Pierwszy z nich odnosi się do mechanizmu eskalacyjno-rywalizacyjnego między dominującym mocarstwem, światowym hegemonem, a mocarstwem wzrastającym, pretendującym do roli globalnego hegemona. Mechanizm ten, nawiązujący nazwą do starożytnego historyka, opisującego wojnę peloponeską między Atenami i Spartą, wielokrotnie prowadził w historii do dużych konfliktów o władzę w poszczególnych regionach geopolitycznych, jak i w skali globalnej (np. rywalizacja między Wielką Brytanią i III Rzeszą). 

Drugim ważnym procesem jest mechanizm Kindlebergera, noszący nazwę od amerykańskiego historyka społeczno-gospodarczego, który zajmował się historią wielkiego kryzysu gospodarczego z 1929 r. Proces ten polega na stopniowym wycofywaniu się dominującego mocarstwa, gwaranta istniejącego globalnego systemu gospodarczego – z roli głównego dostarczyciela i dystrybutora dóbr publicznych. Kindleberger wskazywał na taki proces po I wojnie światowej, kiedy Wielka Brytania przestała być gwarantem systemu, opartego na handlu morskim. Współcześnie wiele rosnących mocarstw regionalnych stało się beneficjentami systemu, stworzonego po II wojnie światowej, którego gwarantem i głównym udziałowcem są Stany Zjednoczone. Wywołuje to naturalny sprzeciw wśród elit amerykańskich, które dostrzegły, że system stworzony w Breton Woods nadmiernie obciąża USA, zaś uprzywilejowuje głównego rywala Waszyngtonu, czyli Pekin. Stąd obecny proces powolnego amerykańskiego wycofywania się z głębszego angażowania się w niektórych regionach świata, kosztem koncentracji na Azji Wschodniej i Pacyfiku. 

Trzecim ważnym procesem geopolitycznym i geostrategicznym, który jest skutkiem powyższych dwu jest policentryzacja świata. Tworzenie regionalnych ośrodków siły, skoncentrowanych wokół regionalnych mocarstw lub bloków polityczno-militarnych. Jest to w zakresie mechanizmu politycznego powrót do dziewiętnastowiecznej koncepcji koncertu mocarstw i nowego podziału stref wpływów. W okresie pauzy geostrategicznej, od zakończenia zimnej wojny do połowy pierwszej dekady XXI w., przy absolutnej dominacji jednego supermocarstwa, wielu analityków skazywało Rosję na margines światowej polityki, a nawet na rozpad. Postępujący jednak systematycznie ww. proces policentryzacji świata, napędzany przede wszystkim wzrastającą potęgą ChRL, zagrażający już dziś hegemonii USA, a także wewnętrzne reformy w Rosji, w tym oparcie się w polityce bezpieczeństwa na nowych nieliniowych koncepcjach wojny, pozwoliły Moskwie na ponowne włączenie się w globalną rozgrywkę o podział stref wpływów. 

Przyczynę forsowania przez Waszyngton idei Międzymorza bardzo precyzyjnie oddał George Friedman, szeroko rozpoznawalny na świecie, i popularny także nad Wisłą, amerykański analityk ds. międzynarodowych, specjalizujący się w geopolityce. W trakcie swojego wystąpienia w Chicago Council on Global Affairs w lutym 2015 roku stwierdził, że Międzymorze, którego filarem jest Polska, stanowi „kordon sanitarny” (cordon sanitarie), mający na celu rozdzielenie Niemiec i Rosji. Z tego punktu widzenia Intermarium jawi się jako narzędzie globalnej polityki Stanów Zjednoczonych. 

Z kolei znany zwolennik proamerykańskiej orientacji polskiej polityki zagranicznej, Marek Jan Chodakiewicz, w swojej książce pt. „Międzymorze”, tak opisuje tę koncepcję: „Po pierwsze i najważniejsze – trafia ono najbardziej od strony kulturalnej i ideologicznej w amerykański interes narodowy i kulturę polityczną”. I dalej: „Stany Zjednoczone powinny skupić się na umocnieniu tam swoich wpływów [na obszarze poradzieckim – przyp. L.S.], aby użyć Międzymorza jako odskoczni do zajęcia się pozostałymi państwami postsowieckimi, włączając w to Kaukaz, Azję Środkową i samą Federację Rosyjską”.

Z obu powyższych wypowiedzi wynika wprost, że koncepcja Międzymorza stanowi instrument geopolityki amerykańskiej, mający na celu wywieranie nacisku na Berlin i Moskwę, a także – w dłuższej perspektywie – może stać się narzędziem nacisków geopolitycznych skierowanych wobec obszaru postsowieckiego. W takim ujęciu Polska jako lider – planowanego przez Stany Zjednoczone – bloku państw na pomoście bałtycko-czarnomorskim staje się jednym z najbardziej agresywnie nastawionych krajów wobec Rosji, a także – co nie dla każdego tak oczywiste – także wobec Niemiec.  

Po 1991 r. zabrakło w naszym kraju pogłębionej analizy nowego kontynentalnego układu sił, a także wyraźnej operacjonalizacji celów i roli Polski w nowej architekturze bezpieczeństwa europejskiego. Skutkowało to przede wszystkim decyzjami doraźnymi, podejmowanymi pod wpływem emocji i nierzadko sprzecznych z polską racją stanu. Ponadto na części warszawskich salonów po rozpadzie ZSRR i zmianie europejskich wektorów geostrategicznych zapanowała specyficzna moda na dywagacje dotyczące „zagospodarowania próżni postsowieckiej”. Spora część polskiej klasy politycznej i kręgów decyzyjnych RP, chyba zbyt dosłownie wzięła sobie do serca słowa gen. Wiktora Dubynina, że „zdechłego lwa nawet małpa wytarmosi za ogon”. I rozpoczęła politykę wschodnią na wyrost, ponad realne możliwości strategicznego oddziaływania państwa polskiego. Działo się to na swego rodzaju „kredyt strategiczny” zaciągnięty w Waszyngtonie. Polskie elity polityczne za bardzo uwierzyły w miraże „polskiego mocarstwa nad Wisłą”. 

Brak strategicznego samookreślenia się Warszawy w nowych realiach geopolitycznych skutkuje aplikowaniem substytutów wizji polityki zagranicznej w postaci sięgania po wzorce sprzed kilku dekad. Okres 2004-2005 i zaangażowanie się całej czołówki polskiej politycznej głównego nurtu w poparcie dla tzw. pomarańczowej rewolucji na Ukrainie, pokazuje bezmiar naiwności i braku wyczucia historycznego Zeitgeist. Przykład Ukrainy jest najlepszym potwierdzeniem kompromitacji polskiej polityki wschodniej w wydaniu „prometejskim”. Warszawa nie ma absolutnie nic do zaoferowania ani Białorusinom ani Ukraińcom i oni to doskonale rozumieją. Elity ukraińskie nie traktują Warszawy jako partnera co pokazał najpierw przykład rokowań pokojowych w Mińsku. Wtedy pierwsze skrzypce grała tzw. grupa normandzka, a dyplomaci z Warszawy nie zostali zaproszeni nawet do stołu rokowań. Następnie poniżające traktowanie Polski przez elity ukraińskie było jasno widoczne od jesieni 2022 roku, kiedy wdzięczność na udzieloną pomoc, zastąpiła agresywna postawa roszczeniowa ukraińskiego establiszmentu.

Wielu autorów forsujących ideę jagiellońską kompletnie ignoruje geografię, a co za tym idzie fundament myślenia geopolitycznego. Koncepcja nawiązująca do Polski Jagiellonów, Rzeczypospolitej Obojga Narodów miała swoje podstawy geograficzne w okresie II Rzeczypospolitej, natomiast straciła je zupełnie po 1945 r. Idea jagiellońska w swoim przestrzennym wymiarze jest bowiem oparta na położeniu Rzeczypospolitej w dorzeczu Wisły i Dniepru, sytuując Polskę w zlewisku Morza Bałtyckiego i Morza Czarnego. To z kolei pozwala na formułowanie programów politycznych rozciągających polskie pretensje do swojej strefy wpływów na całym pomoście bałtycko-czarnomorskim. Przykładem historycznym takiej wizji była choćby wyprawa czarnomorska króla Jana I Olbrachta w 1497 r. w celu opanowania portów Kilii i Białogrodu na wybrzeżu Morza Czarnego. 

Zmiana położenia geograficznego Polski po zakończeniu II wojny światowej, przesuwająca granice naszego kraju na Zachód, ma swoje głębokie skutki geopolityczne. Rzeczypospolita, leżąc już nie w dorzeczy Dniepru, lecz w dorzeczu Odry i Wisły, stała się krajem wyłącznie bałtyckim, nie zaś bałtycko-czarnomorskim. Głębokiemu przeobrażeniu uległa także struktura etniczna i konfesyjna obywateli RP. Te dwie fundamentalne przemiany prowadzą do zupełnie różnych uwarunkowań geopolitycznych niż w okresie międzywojennym. Powinny także prowadzić do formułowania nowych strategii polityki zagranicznej i bezpieczeństwa dostosowanych do nowego położenia geograficznego. Niestety w wielu publikacjach i wystąpieniach publicznych ciągle w naszym kraju pokutuje myślenie kategoriami przestrzennymi początku ubiegłego wieku. 

Analizując realne możliwości oddziaływania naszego kraju na region Europy Środkowo-Wschodniej, czy też – jak kto woli – na pomost bałtycko-czarnomorski, należy uwzględnić kilka czynników. Po pierwsze zdolność projekcji siły państwa polskiego w regionie. I nie mam na myśli tylko zdolności ekspandowania militarnego, ale także poszerzania wpływów gospodarczych, dzięki projekcji rodzimego kapitału na państwa ościenne oraz na tyle atrakcyjnego promieniowania kulturowego, zdolnego uczynić z Polski atrakcyjne centrum regionu. Jeśli chodzi o zdolności militarne, to obecnie nasz kraj ma wielkie problemy z brakiem nowoczesnej obrony powietrznej kraju, nie mówiąc o kompaktowych rozwiązaniach antydostępowych (A2/AD). To praktycznie eliminuje nas z jakiejkolwiek możliwości aktywnego, pełnoskalowego wojskowego wsparcia państw regionu. Brak skutecznego systemu eliminowania środków napadu powietrznego (lotniczego, w tym bezzałogowego, rakietowego) wystawia centra kierowania i dowodzenia państwa, obiekty infrastruktury krytycznej, bazy lotnicze, zgrupowania pancerno-zmechanizowane czy bazy rezerw materiałowych na bezpośrednie zagrożenie likwidacją, bądź paraliżem w pierwszych godzinach klasycznego konfliktu zbrojnego. Do tego można dodać brak sieciocentrycznego systemu łączności w SZ RP, chaos w systemie dowodzenia i kierowania (sami zawodowi wojskowi mają problem z odpowiedzią na proste pytanie, kto zgodnie z obowiązującymi przepisami dowodzi w okresie pokoju Siłami Zbrojnymi RP), brak taktyczno-operacyjnych systemów rakietowych, niskie nasycenie SZ RP nowoczesnymi środkami przeciwpancernymi, brak śmigłowców bojowych, spełniających wymogi współczesnego pola walki, czy brak gąsienicowych wozów bojowych piechoty (BWP-1 nie ma nawet co liczyć, ponieważ nawet czterokrotnie mniej liczebna Białoruś ma nowocześniejsze wyposażenie wojsk zmechanizowanych). 

Warto pamiętać także o nienajlepszym wizerunku Polski wśród krajów regionu, jako państwa, które przez ponad dwadzieścia lat nie potrafiło zadbać o bezpieczeństwo lotów najważniejszych osób w państwie. Katastrofy rządowego śmigłowca, samolotu wojskowego pod Mirosławcem i wreszcie katastrofa smoleńska pokazują smutny obraz indolencji aparatu państwowego RP. Kraj, który traci w trakcie pokoju w XXI wieku więcej generałów niż w okresie II wojny światowej, ma słabe możliwości oddziaływania na państwa ościenne jako gwarant ich bezpieczeństwa. 

W obszarze strategicznym analizując siły i słabości naszego państwa powinniśmy właściwie zacząć od systemu planowania strategicznego, dostosowanego do wymogów drugiej/trzeciej dekady XXI wieku. W mojej ocenie taki system nie istnieje. Funkcjonuje kilkadziesiąt komórek państwowych i kilkadziesiąt organizacji pozarządowych (dofinansowywanych doraźnie, bądź długofalowo przez organy państwowe), o charakterze planistycznym i analitycznym, które działają autonomicznie, niesynergicznie, w większości dublując swoją pracę. Ponadto strategiczna planistyka powinna być oparta na solidnych i długofalowych analizach systemu ładu międzynarodowego i bezpieczeństwa, czego niestety brakuje. Rządowe ośrodki analityczne poddawana ciągłym fluktuacjom i naciskom politycznym nie są w stanie dostarczać decydentom obiektywnych, często bardzo niewygodnych dla rządzących analiz. Poza tym ich zdolność predykcyjna nie wykracza praktycznie poza okres dwu lat. Na koniec warto nadmienić, że w odróżnieniu od wszystkich czołowych państw europejskich (i nie tylko) w polskich ośrodkach państwowych nie istnieje analiza geopolityczna. 

Osobną sprawą jest nasza gospodarka i zdolności oddziaływania miękkiego. Ani pod względem PKB na głowę mieszkańca, ani pod względem atrakcyjności polskiej waluty nie wyróżniamy się szczególnie na tle innych państw regionu EŚW. Polska nie przoduje także wyraźnie pod względem technologicznym na pomoście bałtycko-czarnomorskim. Polskie uniwersytety nie tylko nie górują wyraźnie nad czeskimi czy węgierskimi uniwersytetami, ale warto dodać, że Uniwersytet Karola w Pradze wyprzedza i Uniwersytet Jagielloński i Uniwersytet Warszawski. Czy polska kultura i szeroko rozumiana polskość, wraz z naszą tradycją i historią, naszymi symbolami, ideami, wartościami, narodowymi markami są powszechnie znane w państwach leżących na pomoście bałtycko-czarnomorskim? Czy język polski jest jednym z bardziej atrakcyjnych języków obcych, którego uczy się młodzież w Europie Środkowo-Wschodniej? Czy mieszkańcy tego regionu chętnie wchodzą na polskie strony internetowe, oglądają polską telewizję, słuchają polskiej muzyki, czytają polską prasę, książki? I wreszcie warto odwrócić pytania: czy w Polsce występuje szczególne zainteresowanie wśród naszych obywateli językami, kulturą, tradycją innych państw pomostu bałtycko-czarnomorskiego? Ilu i kto tak naprawdę spośród największych piewców idei jagiellońskiej, Międzymorza/Trójmorza włada choć dwoma językami obcymi tego regionu? Ilu pisarzy, artystów i postaci z pierwszych stron gazet chorwackich, estońskich, bułgarskich, rumuńskich, węgierskich czy słoweńskich potrafi wymienić? Jakie zna strony internetowe, gazety czy książki ważne dla kultury słowackiej, litewskiej czy ukraińskiej?

Pusta retoryka, zasadzająca się wyłącznie na straszeniu własnego społeczeństwa hipotetycznym zagrożeniem ze Wschodu i Zachodu, jak i próbie wzbudzania takiego niepokoju wśród państw Europy Środkowo-Wschodniej jest, w mojej opinii, skazana na niepowodzenie. To nie położenie geograficzne „między Niemcami i Rosją” jest zagrożeniem dla Polski, lecz nieodpowiedzialna, egzaltowana polska polityka, oparta na emocjach, symbolach i iluzji potęgi. Tkwiąca z jednej strony jedną nogą na początku wieku XX, a nawet jeszcze w wieku XIX, a drugą w sferze współczesnych fantasmagorii. Nie uwzględniająca koniunktur geopolitycznych, współczesnego położenia geograficznego, żywiąca się swojskim „chciejstwem” i narodowymi mitami. Należy pamiętać, że błędne odczytywanie procesów geopolitycznych, przenoszenie ocen sprzed wieku do współczesnych realiów, prowadzi wprost do katastrofy. W tym sensie, parafrazując słowa Józefa Szujskiego, można powiedzieć, że „fałszywa geopolityka staje się mistrzynią fałszywej polityki”.

dr Leszek Sykulski

5 1 głosowanie
Ocena artykułu
Subskrybuj
Powiadomienie o
guest

0 Komentarze
Informacje zwrotne Inline
Wyświetl wszystkie komentarze
0
Będziemy wdzięczni za komentarzex