America First czy coś w ten deseń – Applebaum kontra Johnson

Od kilku miesięcy jednym z tematów przewodnich jest kwestia pakietu pomocowego dla Ukrainy. Gdy tylko w mediach poruszany jest temat trudnej sytuacji Ukrainy – a jest poruszany praktycznie codziennie – towarzyszy temu konsternacja na temat stanu procedowania w Kongresie stosownego projektu uchwały, w ramach którego na pomoc Ukrainie ma zostać przeznaczone aż 60 mld dolarów. Niestety, ubolewają komentatorzy, Republikanie kontrolowani przez Donalda Trumpa, zwiastuna końca demokracji, blokują pracę Izby Reprezentantów.

W poprzednim artykule „Wyżyny polskiej dyplomacji” pokazałem, że rzeczywisty obraz sytuacji jest zgoła odmienny. Polski rząd żywi wobec problemów narodu amerykańskiego tak wielką pogardę, że został publicznie skrytykowany na sali Izby Senatu za swój brak wyrozumiałości. Zamiast przyjąć ten jasny komunikat do wiadomości, polska scena medialno-polityczna z rządem na czele zdaje się zupełnie nie pojmować zasadniczej przyczyny tej reakcji. Najłatwiej jest zrzucić winę na Donalda Trumpa.

Zachęcam Czytelnika do zapoznania się ze wspomnianym artykułem. Nada on kontekst temu, o czym zaraz będzie mowa.

A mowa będzie o tym, jakie gierki polityczne rozgrywają się wokół bezpieczeństwa krajowego Stanów Zjednoczonych. Omówimy to na przykładzie wypowiedzi pewnej dobrze wszystkim znanej osoby.

Krytyka Pani Applebaum

Motywacją do napisania tego artykułu jest niedawna wypowiedź Anne Applebaum. Chodzi mianowicie o jej komentarz w programie The Washington Week with The Atlantic z dnia 22 marca 2024 r., w czasie którego nie kryła swojego zażenowania utrzymującą się od pół roku patową sytuacją w sprawie uchwalenia pakietu pomocowego dla Ukrainy. Poniżej wycinek, pełny program tutaj.

To naprawdę nadzwyczajny moment. Były prezydent nie będący u władzy de facto dyktuje politykę zagraniczną Stanów Zjednoczonych w imieniu dyktatora innego kraju bądź mając na uwadze interesy dyktatora innego kraju.

Nie jest to nowe spostrzeżenie. Redaktor Applebaum jest tak przejęta tą kwestią, że przypięła do swojego profilu na platformie X artykuł z 29 lutego napisany dla The Atlantic pt. Czemu Trump stara się, żeby Ukraina przegrała? z podtytułem: „Były prezydent nie sprawuje urzędu – ale nadal dyktuje politykę Stanów Zjednoczonych”. Według redaktor Applebaum to właśnie Trump wywiera nacisk na Republikanach, żeby głosowali przeciwko pakietowi pomocowemu. Co nim kieruje, tego Applebaum nie wie, ale przytacza różne przewijające się teorie. Może Trump chce zaszkodzić Joe Bidenowi w roku wyborczym. Może chce zawrzeć układ z Rosją. A może uważa, że Putin pomoże mu wygrać tegoroczne wybory, ingerując w ich przebieg tak, jak to zrobił w 2016 r., gdy jego hakerzy włamali się do serwerów Partii Demokratów.

W artykule powtórzono również historię o tym, że Trump nazwał żołnierzy „frajerami i przegranymi”. Co ciekawe, głównym źródłem rozkręcającym tę historię zdaje się być właśnie The Atlantic piórem redaktora naczelnego Jeffreya Goldberga (Applebaum cytuje w swoim artykule właśnie jego tekst). Jest to uwaga o tyle istotna ze względu na to, że prowadzącym program The Washington Week with The Atlantic jest właśnie redaktor naczelny tego magazynu. Osoby zainteresowane tematem odsyłam do filmu Don’t walk, Run! Productions pt. The „Losers and Suckers” Hoax: DEBUNKED! z 1 lutego 2024 r., w którym autor wskazuje na pewne istotne przekłamania w tej historii.

Poza tym artykuł jest nasycony obsesją redaktor Applebaum na punkcie autorytaryzmu. Pani redaktor, choć nie jest wcale tutaj odosobnionym przypadkiem, zdaje się być niezdolna do postrzegania otaczającej nas rzeczywistości przez pryzmat inny niż walki demokracji z autorytaryzmem. Ubolewa w artykule nad tym, że Donald Trump swoim nieodpowiedzialnym zachowaniem osłabia pozycję Stanów Zjednoczonych, budząc tym zaniepokojenie liderów Zachodu. Na samym końcu nawet cytuje wypowiedź niemieckiego polityka, który podczas jej wizyty w Monachium podzielił się z nią swoją obawą, że kiedyś może Europie przyjść zmagać się z trzema państwami autorytarnymi – Rosją, Chinami i Stanami Zjednoczonymi.

Tu należy poświęcić chwilę na uwypuklenie pewnego subtelnego zjawiska.

Redaktor Applebaum na pewno ma swój punkt widzenia na kwestię autorytaryzmu, biorąc pod uwagę to, że wydała w tym zakresie kilka książek. Nie jest to tutaj negowane czy wyszydzane. Europa Wschodnia ma swoją burzliwą historię, i pod tym względem obawy pani redaktor są zrozumiałe. Gdy Władimir Putin mówił Tuckerowi Carlsonowi, że duch Adolfa Hitlera nadal jest żywy, pomijał przy tym to, że duch Związku Radzieckiego ma się równie dobrze.

Pytanie jest jednak, czy ta troska nie przyćmiewa czegoś ważnego. Skoro panuje powszechne przekonanie, że demokracji należy bronić przed autorytaryzmem za wszelką cenę, jaką cenę orędownicy demokracji gotów są zapłacić? Poza tym ile w ogóle warta jest ta demokracja – a właściwie pewne specyficzne rozumienie idei demokracji – skoro wiąże się ona z lekceważeniem fundamentalnych problemów kraju rzekomo demokratycznego. Naród pragnie podjęcia zdecydowanego działania w palącej kwestii, a przedstawiciele narodu zdają się ten coraz intensywniejszy apel nie tylko ignorować. Oni wręcz kombinują, jak tu ten problem pogłębić.

Dobrze obrazuje to mało znany aspekt sporu o pakiet pomocowy – czyli projekt uchwały HR2.

Marszałek Mike Johnson i HR2

Redaktor Applebaum wykonała prztyk w stronę marszałka Mike’a Johnsona. W swoim artykule zacytowała jego wypowiedź z 25 lutego 2022 r. o tym, że jeśli Ameryka będzie postrzegana jako słaba bądź niezdolna do podjęcia zdecydowanego działania, będzie to zachęcać innych do podejmowania wrogich działań na wiele sposobów. Applebaum wyraziła zdziwienie jego obecną postawą. Przypuszcza, że marszałek Johnson boi się Trumpa albo utraty swojego stołka.

A przecież wystarczyłoby tylko zapoznać się z obecnymi wypowiedziami marszałka Johnsona. W wywiadzie dla Wall Street Journal z 12 grudnia 2023 r. Johnson wprost powiedział, że wysyłanie pieniędzy na pomoc Ukrainie bez konkretnego celu końcowego tej wojny, bez jasnej strategii, czy też bez kontroli wydatkowania środków budzi jego poważne zmartwienie. Nie jest to spostrzeżenie uformowane przez Johnsona po objęciu funkcji marszałka Izby Reprezentantów – pytał o to m.in. 28 lutego 2023 r. w czasie posiedzenia komisji dotyczącej konfliktu na Ukrainie. Gdy zapytał o to, co dzieje się ze środkami pomocowymi dla Ukrainy, był zapewniany, że wszystko jest pod kontrolą. Podkreślano przy tym, że jest to aktywna strefa walki i obecność inspektorów w Kijowie wiąże się z dużym ryzykiem. Niby coś powiedzieli, ale w zasadzie to nic.

Należy interpretować tę wypowiedź w świetle starań o powołanie niezależnego inspektora generalnego. Niewielka grupa polityków wielokrotnie zabiegała o powołanie specjalnego inspektora, który kontrolowałby wydatkowanie środków. Mimo to, ten pomysł nie spotykał się z szerokim odzewem, bo istniejące środki kontroli są podobno wystarczające (artykuł The Intercept). Dotychczas na pomoc Ukrainie przeznaczono ok. 115 miliardów dolarów. Nowy pakiet pomocowy podniósłby tę liczbę do prawie 180 miliardów. Czy te pieniądze zostaną wykorzystane zgodnie z przeznaczeniem? Czy też może, krążą spekulacje, spora część tej kwoty wróci do kieszeni polityków finansujących ten konflikt? Poza tym trzeba mieć na uwadze różne skandale, jakie wypłynęły w czasie trwania konfliktu na Ukrainie. Rzekome pranie pieniędzy poprzez FTX, machlojki finansowe związane z ActBlue, a także doniesienia o skali korupcji na Ukrainie… To wszystko budzi realne zmartwienie narodu amerykańskiego.

Kontynuując zgłębianie zastrzeżeń Johnsona, należy przywołać wywiad w programie Face the Nation z 7 stycznia 2024. Prowadząca Margaret Brennan równie dobrze mogłaby być klonem redaktor Applebaum, tak bardzo osobliwa jest ta rozmowa. Marszałek Johnson wielokrotnie podkreśla, że Biały Dom może samodzielnie rozwiązać problem na południowej granicy, ale zdaje się nie być tym zainteresowany. Warto obejrzeć zwłaszcza pierwsze kilka minut wywiadu i przyjrzeć się mimice twarzy rozmówców. Pomimo potrzeby zachowania pozorów uprzejmości, oboje wymieniają się skrzywionymi uśmieszkami, zdradzającymi uważnemu widzowi to, co rzeczywiście w danym momencie chodzi obu uczestnikom programu po głowie. Poniżej nieznaczna parafraza tej obszernej dyskusji:

Czemu nie chce Pan, Panie marszałku, poddać pod głosowanie ustawy zapewniającej środki dla zabezpieczenia granicy?
Bo my nie potrzebujemy środków czy uchwał. Rozmawiałem z pracownikami straży granicznej. Słyszałem komentarz, że to jest tak, jakby woda wylewała się z hydrantu. Biały Dom myśli o zakupie wiader, a tak naprawdę potrzeba odciąć dopływ wody.
Ale czy do tego nie potrzeba więcej środków?
Mamy istniejące prawo. Trzeba je egzekwować.
Ale czy proponowany projekt ustawy nie pomoże zapewnić straży granicznej odpowiednich środków do zabezpieczenia granicy?
Proponowany projekt ustawy jest wadliwy. Poza tym Biały Dom musi najpierw zmienić swoją politykę, bo nie potrzebujemy żadnego nowego prawa. Mamy istniejące, które nie jest egzekwowane. Prezydent mógłby rozwiązać problem z dnia na dzień.

Swoją drogą, prowadząca Margaret Brennan łatwo daje po sobie poznać, że dany temat – a było ich kilka – wyraźnie ją frustruje. Dla przykładu, wprost powiedziała marszałkowi, że według standardów stacji CBS (producenta programu) uważany jest on za osobę, która neguje wynik wyborów prezydenckich z 2020 r. Marszałek Johnson odparł, że w czasie pandemii koronawirusa złamano Konstytucję, bo za sposób zorganizowania wyborów odpowiedzialne są legislatury (one ratyfikują wszelkie zmiany). Warto obejrzeć fragment od 21:20, a szczególnie moment od 24:10.

Marszałek Johnson udzielił szeregu innych wywiadów w tej sprawie, w których mówi mniej więcej to samo, z podobnym rezultatem. Czemu nie możecie zgodzić się na kompromis, pyta Jake Tapper, prowadzący CNN-u, w wywiadzie z 4 stycznia. Bo nie chcemy kompromisu, w którym elementy przedłożonego projektu ustawy dobierane są jak pozycje w menu, odpowiada marszałek Johnson, nawiązując do projektu ustawy HR2 – Secure the Border Act. Ta ustawa miałaby m.in. nałożyć obowiązek korzystania z systemu E-Verify w całym kraju, znacząco utrudnić uzyskanie azylu oraz wymusić wznowienie budowy muru na granicy. Tego samego muru, którego budowę wstrzymano 21 stycznia 2021 r., którego gotowe do zainstalowania panele leżały odłogiem przez dwa lata i które to panele administracja Bidena postanowiła wystawić na sprzedaż za 1/10 ceny. (To ostatnie najwyraźniej ma związek z odrębną ustawą sponsorowaną przez Republikanów o nazwie Finish It Act z maja 2023 r. Choć sprzedaż rozpoczęto trochę wcześniej, ten projekt ustawy zmotywował administrację do ambitniejszego działania.)

Należy podkreślić, że marszałek Johnson sam miał znaczący wkład w opracowanie projektu ustawy HR2. Oto jego wypowiedź z września 2023 r., w której mówi, że był odpowiedzialny za zapisy dotyczące zwolnienia warunkowego:

Jeśli więc chodzi o kwestię motywacji marszałka Johnsona… Jest ona jasno wyartykułowana. Co więcej, Johnson wyraźnie jest niezadowolony z tego, że projekt ustawy HR2, nad którą przecież pracował, został rozebrany na części, a potem poskładany z powrotem według widzimisię Demokratów. Powstały w ten sposób pseudo-kompromis zaczął być znany szerzej jako Schumer-Lankford Deal (o czym będzie mowa za chwilę). W ogóle nikt nie bierze pod uwagę tego, że dla marszałka Johnsona realnym kompromisem, w zamian za poddanie pod głosowanie pakietu pomocowego dla Ukrainy, byłoby przyjęcie projektu ustawy HR2 w jej pełnym, oryginalnym brzmieniu.

Jednak Demokraci zdają się mieć zupełnie odmienne spojrzenie na ten problem. Tak odmienne, że aż stanowiące zagrożenie dla bezpieczeństwa krajowego.

Priorytety Partii Demokratów

Niezaprzeczalnym faktem jest, że sytuacja na południowej granicy USA jest katastrofalna. Nie byłoby całego tego sporu, gdyby administracja Bidena tej sytuacji nie stworzyła. Miała trzy lata, żeby nad tym zapanować. Zamiast to zrobić, wszyscy udają, że problem nie istnieje. A jeśli istnieje, to nie jest on wcale tak istotny, jak by się to wydawało.

O priorytetach Demokratów wiele mówi to, w jaki sposób odnoszą się do osób nielegalnie przebywających na terenie kraju. W prawie amerykańskim funkcjonuje termin „illegal alien”, ale od dłuższego czasu jest on postrzegany jako obraźliwy. Poniżej wypowiedź prezydenta Bidena dla programu MSNBC z 9 marca 2024 r., będącą komentarzem do wygłoszonego orędzia. Zamęt wywołały przeprosiny Bidena za jego nietaktowną wypowiedź o brutalnym morderstwie Laken Riley. Czy chodziło mu o to, że przejęzyczył się mówiąc jej imię? Otóż nie! Przeprosił za to, że określił jej mordercę mianem „illegal”, czyli osoba nielegalna. Powinien był użyć sformułowania „undocumented”, czyli osoba nie posiadająca stosownej dokumentacji.

Szczególnie oburzająca była wypowiedź Demokraty Chrisa Murphy’ego. W czasie rozmowy z prowadzącym MSNBC Chrisem Hayesem z 8 lutego 2024 r. Murphy otwarcie powiedział, że dla Partii Demokratów najważniejsi są „nieudokumentowani Amerykanie”. Sygnał tak jasny, że aż oślepiający.

Te słowa wypowiadane są w momencie, gdy w kolejnych miastach na terenie kraju panuje kryzys z powodu napływu imigrantów. Dla przykładu, Gubernator Nowego Jorku Kathy Hochul zmuszona została przeznaczyć blisko 2,5 miliarda dolarów na pomoc imigrantom, oferując im zakwaterowanie i podstawową opiekę (artykuł APNews). Pani gubernator została zapytana o kwestię napływu imigrantów w czasie programu The View z 13 marca. Stwierdziła (od 3:50), że tak naprawdę jest to wszystko wina Donalda Trumpa. Warto jednak bliżej wsłuchać się w to, jak odnosi się do tego problemu – skoro przyszły kobiety z dziećmi, to musimy im pomóc, nie mamy wyboru. Potrzebujemy na to wszystko pieniędzy. I jeszcze lepszego ustawodawstwa w sprawie nadawania praw obywatelskich, żeby można było sprawniej je nadawać nowoprzybyłym.

Nielegalni imigranci przestają być nielegalni, gdy stają się legalni. Proste.

Przywołać tu należy interesującą wymianę zdań między marszałkiem Johnsonem a Demokratą Jerrym Nadlerem. W czasie posiedzenia komisji Kongresowej (House Judiciary Committee, Markup: H.R. 6943, the «Public Safety Officer Support Act of 2022» z 11 maja 2022 r., fragment od 11:45:00) kongresmen Mike Johnson zapytał otwarcie, czy Demokratom rzeczywiście zależy na tym, żeby południowa granica była otwarta. Demokrata Susan Lofgren odpowiedziała na to formułką, z której nic nie wynika. Johnson następnie zapytał przewodniczącego komisji Jerry’ego Nadlera, czy on, jako mieszkaniec Nowego Jorku, zgadza się z tym, że 9 stycznia 2023 r. ok. 800 tys. osób nie będących obywatelami będzie miało prawo głosować w wyborach samorządowych. Na początku Nadler opiera się temu pytaniu, twierdząc, że to nie jest prawda, a potem mówi, parafrazując: „No tak, ale to tylko wybory samorządowe”. (Gdyby Czytelnik zastanawiał się, czy to jest prawda – oto strona opisująca inicjatywę Our City, Our Vote.)

Zbyt wiele można powiedzieć w tym temacie. Każdy dodatkowy szczegół maluje ponury obraz tego, jak bardzo rządzący stawiają dobro obcokrajowców nad dobrem obywateli, których rzekomo reprezentują. Obecny spór o pakiet pomocowy jest tylko kolejnym przykładem dającym dobitnie do zrozumienia to, że jakakolwiek konkretna próba rozwiązania problemu jest nie do zaakceptowania. 5 marca prowadzący CNBC Joe Kernen zauważył, że Joe Biden pozbył się wszystkich rozwiązań, które prezydent Trump wprowadził i, jakby nie patrzeć, doprowadziło to do gwałtownego wzrostu liczby osób napływających do kraju. Sekretarz Transportu Pete Buttigieg, ekspert ds. rasistowskich wiaduktów, od razu zaczął zagłuszać prowadzącego powtarzając bajkę o tym, że Trump trzymał dzieci w klatkach. Wyraz zażenowania prowadzącego mówi sam za siebie.

Puentę tego wywodu najlepiej ujął szeryf z Florydy. W trakcie konferencji prasowej 5 marca 2024 r., szeryf Grady Judd z hrabstwa Polk na Florydzie opisywał przeprowadzoną operację o nazwie „March Sadness”. W ramach tej akcji, mającej ukrócić proceder prostytucji, aresztowano 228 osoby i uratowano 13 ofiar przemytu ludźmi. Od wskazanego momentu (od 18:40) szeryf Judd wypomniał rządowi, że prowadzona przez niego polityka imigracyjna prowadzi do sytuacji skrajnie patologicznych. Opisał przykład dwóch nielegalnie przebywających w kraju kobiet – ofiar handlu ludźmi – którym rząd zapewnił odpowiednią dokumentację umożliwiającą im swobodne podróżowanie samolotem między największymi metropoliami na koszt podatnika. Ofiary latają do klientów na terenie całego kraju. Co tydzień muszą zapłacić haracz swojemu alfonsowi. Jak twierdzi szeryf Judd, podobna historia miała miejsce w przypadku pozostałych ofiar. Ofiary mówią, że są uzależnione od tych pieniędzy. Nie mogą znaleźć legalnej pracy. Poza tym klienci dobrze płacą i po odjęciu haraczu zostaje im sporo pieniędzy.

Szeryf Grady Judd wyraził też swoje niezadowolenie na temat proponowanej ustawy znanej jako Schumer-Lankford Deal. Jednym z istotnych jej elementów jest to, że wprowadza mechanizm awaryjnego zamknięcia granicy w przypadku, gdy dojdzie do średnio 5000 konfrontacji z imigrantami dziennie na przestrzeni siedmiu dni, czyli ok. 150 tys. miesięcznie (poza tym prezydent może odwołać ten stan wyjątkowy, jeśli tylko chce). Szeryf Judd tak skwitował to gaworzenie wokół tej ustawy:

Mówimy o tym do utraty tchu, ale nikt na to nie zwraca uwagi. Wszystko zamieniamy w politykowanie: „O, mieliśmy tutaj taką wspaniałą ustawę, która ograniczała średnią liczbę osób nielegalnych w kraju do 5000 dziennie i wtedy możemy zamknąć granicę”. Jeśli możecie zamknąć granicę przy 5000 nielegalnych imigrantach dziennie, to możecie ją zamknąć tak, żeby ta liczba wynosiła zero dziennie. Ale politycy zajmują się politykowaniem, podczas gdy ofiary są wykorzystywane. (…) „Osoby nielegalnie przebywające w kraju nie popełniają większej liczby przestępstw niż obywatele tego kraju”. Gdyby ich tu w ogóle nie było, to liczba przestępstw popełnianych przez te osoby wynosiłaby zero. 

Słowo końcowe

Mając to wszystko na uwadze, wróćmy do przytoczonej na wstępie wypowiedzi pani redaktor Applebaum. To nie krytyka Donalda Trumpa, którego otwarcie nie znosi, powinna przyciągnąć uwagę Czytelnika, a słowa wypowiedziane chwilę wcześniej. Oto cytat:

Jeffrey Goldberg: Czy to jest… Nie tylko jesteś ekspertem ds. Ukrainy, ale także bardzo, bardzo dobrze rozumiesz politykę republikańskich konserwatystów. Jaką część Partii Republikańskiej reprezentuje Marjorie Taylor Greene w kwestii stanowiska dotyczącego Ukrainy?

Anne Applebaum: Trudno powiedzieć, bo niektóre osoby sprzeciwiające się pomocy dla Ukrainy zdają się mieć prawdziwe motywy – że to zbyt dużo pieniędzy, czy America First, czy coś w ten deseń – i to może być szczere. Niektórzy z nich zdają się działać pod publiczkę w imieniu Donalda Trumpa. I sądzę, że Mike Johnson może być jedną z takich osób.

Potem stwierdziła, że to wszystko dzieje się tylko dlatego, że Donald Trump wydał rozkaz. Może i tak jest, bo przecież Trump publicznie mówi, co o tym wszystkim myśli. Czemu jednak wszyscy uginają się pod jego presją? Czy ma nich wszystkich jakieś haki? Czy tak zaczarował elektorat, że może mianować i odwoływać polityków wedle woli?

Czy może – i to spostrzeżenie zapewne zaskoczy panią redaktor – wielu osobom naprawdę nie podoba się to, co dzieje się na południowej granicy ich własnego kraju? Może mają dosyć tego pogardliwego stosunku administracji Bidena do narodu amerykańskiego? I może to sprawia, że Republikanie czują narastającą presję ze strony swojego elektoratu?

Może to motywuje ich do blokowania pakietu?

Na zakończenie scena z punktu granicznego w El Paso z 21 marca, dzień przed wypowiedzią pani redaktor Applebaum. Nie jest to typowy obrazek na granicy, bo imigranci zwykle stoją grzecznie w kolejce, wiedząc, że zostaną wpuszczeni. Jeśli nie za pierwszym razem, to za kolejnym.

0 0 głosy
Ocena artykułu
Subskrybuj
Powiadomienie o
guest

0 Komentarze
Informacje zwrotne Inline
Wyświetl wszystkie komentarze
0
Będziemy wdzięczni za komentarzex