Dlaczego „Media nienawiści”?

Ostatnio w Polsce zaobserwować można zjawisko postępującego hurradefetyzmu. Wojna coraz bliżej, firmy masowo padają, podatki rosną, spada dzietność, wprowadzane są kolejne destrukcyjne przepisy. Nie ma dnia, żeby do człowieka nie docierała jakaś nowina o tym, że w przyszłości będzie coraz gorzej.

Zamiast jednak zrobić z tym coś konkretnego, panuje takie dziwne samozadowolenie z krążenia wokół odpływu. Znowu robią jakiś przekręt. Ich nieodpowiedzialna polityka doprowadzi Polskę do upadku. Mają szalone pomysły. Widać z daleka do czego to wszystkiego zmierza, ale tej krytyce nie towarzyszy jakiekolwiek działanie. Jest tylko takie namiętne odbijanie się od problemu do problemu. A czas upływa bezowocnie.

Aby temu zaradzić, napisałem książkę „Media nienawiści”. Pomysł zrodził się w połowie 2021 r. i nabrał swoją ostateczną formę w marcu 2023 r. Chciałem w tej książce uwypuklić pewne zjawisko, które choć zaprzątało głowę milionom osób na świecie, to jednak zlekceważono jego monumentalne znaczenie dla wszystkich trapiących nas obecnie problemów. Mowa tu o skrajnej nienawiści żywionej wobec Donalda Trumpa.

Fundamentalne pytanie

Rozmawianie na temat Donalda Trumpa stanowi wyzwanie. Przez te lata praktycznie każdy wyrobił sobie na jego temat opinię nadzwyczaj pozytywną albo skrajnie negatywną. To uprzednio wyrobione zdanie tak mocno przesłania zdolność trzeźwego postrzegania rzeczywistości, że samo przywołanie jego nazwiska to jak wyciągnięcie czerwonej płachty.

Nie można jednak zrozumieć tego, co dzieje się obecnie bez cofnięcia się w czasie do roku 2020. Wtedy też Donald Trump zmuszony został zmierzyć się z pandemią koronawirusa. Po latach nieudanych ataków na jego osobę (krótki wykaz pomniejszych pseudo-afer można zobaczyć w artykule „Cel uświęca środki”), ponowne zwycięstwo Trumpa było tylko kwestią czasu. Aż tu nagle znienacka na scenę polityczną wchodzi śmiercionośny wirus.

Jego przeciwników ogarnia radość. Nareszcie Trump udowodni wszystkim, jaki jest niekompetentny! Ludzie żyją w strachu, gospodarka upada w zawrotnym tempie, szpitale są pełne, wirus szerzy spustoszenie. Cały świat patrzy na to, co zrobi Donald Trump, ale niczego dobrego nie zrobi, bo ten pomarańczowy partacz na niczym się nie zna. Wreszcie to do wszystkich dotrze.

Traf jednak chciał, że w pierwszym tygodniu pandemii Donald Trump podaje na srebrnej tacy rozwiązanie problemu. Chodzi tu o promowaną przez niego przez wiele miesięcy hydroksychlorochinę, istniejący od dziesiątek lat niedrogi lek. Trump był tak bardzo przekonany o jego możliwej skuteczności, a w razie czego – zerowej szkodliwości, że zamierzał wprowadzić go do aptek w całym kraju, do wydawania bez recepty. Ta próba została jednak zablokowana wskutek pewnych zakulisowych gierek.

Tutaj dochodzimy do kluczowego pytania, wokół którego skonstruowałem książkę „Media nienawiści”. Gdyby Donaldowi Trumpowi udało się wprowadzić lek do powszechnego obiegu i wskutek tego pandemia zostałaby szybko pokonana, nietrudno sobie wyobrazić, że zwycięstwo w wyborach miałby w kieszeni. Co więc media zrobiłyby w obliczu takiego scenariusza?

(a) Pomogłyby wypromować lek, zapewniając Trumpowi zwycięstwo. Wiązałoby się z tym przygotowywanie reportaży ujawniających manipulacje instytucji teoretycznie odpowiedzialnych za ochronę zdrowia i życia Amerykanów. Skutkiem tego byłoby uratowanie dziesiątek milionów osób na całym świecie, ale też trzeba byłoby użerać się z Trumpem przez kolejne cztery lata.

(b) Zmieszałyby lek z błotem, dążąc do przegranej Trumpa. Obawiając się niemożliwych do przewidzenia skutków drugiej kadencji tego chaotycznego prezydenta, media miałyby opór przed wspieraniem tak niebezpiecznego dla świata osobnika. Co prawda zginęłoby mnóstwo osób, a skutki tej decyzji byłyby odczuwane przez wiele pokoleń, ale za to Trump poległby w wyborach.

Niestety dla nas, media wybrały opcję (b). Proszę sobie wyobrazić do jakiego stopnia można kogoś nienawidzić, żeby chcieć przeciągać świat przez takie piekło z jakim mieliśmy wtedy do czynienia. Dla mediów Donald Trump był ucieleśnieniem wszelkiego zła. Po pierwszym wiecu w 2015 r. stał się dla nich wrogiem numer jeden, a z chwilą jego nieprawdopodobnego zwycięstwa w listopadzie 2016 r. ta nienawiść stopniowo narastała.

Z tego punktu widzenia pandemia koronawirusa ma zupełnie oblicze. Zamykano ludzi w domach na wiele tygodni. Zakazywano wstępu do lasu, na plażę, na plac zabaw. Nakazywano noszenie maseczek, mycie rąk, przemywanie wszystkich powierzchni, utrzymywanie dystansu i unikanie zgromadzeń. Straszono wizją umierania w męczarniach w szpitalu pod respiratorem. Wielu zmarło właśnie w takich okolicznościach. Wywrócono ludziom życie do góry nogami. Mnóstwo osób skrzywdzono. Wielu zniszczono.

Tego horroru można było uniknąć mówiąc prawdę. Gdyby jednak powiedziano prawdę, Donald Trump wygrałby wybory. A na to nie można było pozwolić.

(Gdyby Czytelnik miał wątpliwości, polecam krótki wykład „Media w sprawie szczepień przed i po wyborach w USA”. Mało kto zdaje sobie sprawę, że największym przeciwnikiem szczepień w okresie wyborczym były właśnie media. Nie chodziło bowiem o to, żeby czym prędzej znaleźć jakieś rozwiązanie, ale żeby do wyborów nie znalazło się jakiekolwiek rozwiązanie.)

Poziom wiedzy

Po wyborach parlamentarnych w 2023 r. – które Konfederacja przegrała koncertowo na własne życzenie – pojawiły się głosy niezadowolenia. A to społeczeństwo głupie, a to ciemny lud nie wie na kogo głosuje, a to ludzie nabierają się na przekaz telewizyjny. Przyczyn wskazywano wiele. Każda z nich do pewnego stopnia zdaje się brzmieć sensownie.

Prawda jest jednak inna. Żeby to zrozumieć, wystarczy poświęcić chwilę na wysłuchanie jednego z wielu wystąpień marszałka Szymona Hołowni skierowanego do młodzieży polskiej. Należy przy tym pamiętać, że decydujący wpływ na wynik wyborów miały właśnie głosy młodych osób.

Skąd niby te wszystkie osoby mają wiedzieć cokolwiek o tym, co działo się na przestrzeni ostatnich lat w Stanach Zjednoczonych? O tej wieloletniej walce wewnętrznej, o realiach pandemii koronawirusa, o różnych formach manipulacji medialnej?

Sami mają sobie to wszystko rozpracować?

„Musimy dążyć do zakończenia konfliktu na Ukrainie, bo to wszystko dzieje się na życzenie masonerii. Bill Gates chce zabić dziesiątki milionów na całym świecie, dlatego właśnie promuje szczepienia. Tak mu kazał napis na jakimś głazie. Szpitale celowo zabijały setki tysięcy osób”. I tak dalej. Czy ludzie w ogóle zdają sobie sprawę z tego, jak absurdalnie brzmi ta argumentacja?

Z tego powodu książka „Media nienawiści” została skonstruowana z myślą o tych, którzy nigdy nie interesowali się polityką. Zawiera ona materiały podane do wiadomości publicznej, nagrania z głównych stacji telewizyjnych, wypowiedzi przed komisjami, odrobinę humoru oraz szczyptę zwykłej logiki. Po tej lekturze odbiorca zrozumie, że media są zdolne do tak zatrważającej manipulacji.

Droga do sukcesu jest wyjątkowo prosta:

(1) Najpierw trzeba sprowokować temat. Nie czekać na to, że dziennikarz sam po dobroci poruszy temat, bo przecież z wiadomych powodów nigdy tego nie zrobi.

(2) Następnie należy wywołać na wizji spięcie nurtujące odbiorcę. Jeśli odbiorca widzi, że jego ulubiony dziennikarz miota się w danym temacie i jeśli jest to miotanie sugerujące, że ma coś do ukrycia – wtedy odbiorca zaczyna dociekać prawdy. Widzi, że coś jest nie tak i nie daje mu to spokoju.

(3) Potem należy przedstawić mu możliwe wyjaśnienie. Tutaj można podsunąć książkę „Media nienawiści”, a potem kolejne materiały zgłębiające rozliczne zagadnienia związane z rokiem 2020.

Przytoczę tu wypowiedź wicemarszałka Krzysztofa Bosaka, która w pigułce zawiera przyczynę historycznej przegranej Konfederacji. Polecam przy tym zgłębienie artykułu „Bo siedziałabyś w więzieniu”.

Słowo końcowe

Wskutek matactwa medialnego prezydentem został Joe Biden. O jego dorobku politycznym nie trzeba mówić wiele, bo łatwo można ten dorobek odczuć. Szalejąca inflacja, pogarszająca się sytuacja geopolityczna, podział świata na wielobiegunowy – to tylko niektóre z jego wątpliwych sukcesów.

Czemu więc w mediach nikt tego nie widzi? Czemu nikt nie rozumie powagi sytuacji? Czemu nikt nie ma odwagi powiedzieć, że prezydent jest nagi?

To dlatego, że obecny porządek świata jest zbudowany na kłamstwie z 2020 r. Jest to wyjątkowo głupie kłamstwo, którego jedynym łatwopalnym spoiwem jest właśnie ta nieokiełznana nienawiść do Donalda Trumpa. Póki nikt nie zwraca na to spoiwo uwagi, obecna sytuacja będzie utrzymywać się do samego końca.

A wystarczyłoby tylko podstawić płomień.

Niestety, czas na podjęcie działania jest ograniczony. Zainteresowanie polskiego społeczeństwa polityką wewnętrzną Stanów Zjednoczonych jest największe właśnie wtedy, gdy zbliża się dzień wyborów. W roku 2024 ma to szczególne znaczenie, bo w mediach na każdym kroku podkreślane jest to, jak wielkie zagrożenie dla Polski może stanowić wygrana Donalda Trumpa.

Właśnie w tej napiętej atmosferze istnieje szansa. Jedynym sposobem na udowodnienie społeczeństwu, że jest systematycznie oszukiwane od roku 2020 i na zapobiegnięcie wciągnięcia Polski do konfliktu zbrojnego to podważenie wiarygodności tych wszystkich, którym na usta tak ochoczo cisną się słowa o walce demokracji z autorytaryzmem.

Trzeba jednak chcieć tę szanse wykorzystać. Na razie wszyscy pogrążeni są w atmosferze hurradefetyzmu, licząc po cichu na to, że te wszystkie problemy rozwiążą się same. Wcale tak nie będzie. Nawet gdy będziemy jeść ziemię z ogródka, nikt nie połączy ze sobą tych kropek.

Bo niby skąd ktokolwiek ma wiedzieć o ich istnieniu?

5 1 głosowanie
Ocena artykułu
Subskrybuj
Powiadomienie o
guest

0 Komentarze
Informacje zwrotne Inline
Wyświetl wszystkie komentarze
0
Będziemy wdzięczni za komentarzex