Fajna prawica

Wbrew peanom wyznawców demokracji, wynik wyborów parlamentarnych w Polsce z 15 października 2023 r. sygnalizował upadek narodu polskiego. Nie chodzi nawet o to, jak procentowo wynik rozłożył się na korzyść tej czy innej partii, ale o to, co motywowało wyborców podczas podejmowania tej niezwykle ważnej decyzji.

Nie był to sprzeciw wobec reakcji sceny medialno-politycznej na pandemię koronawirusa. Nie był to sprzeciw wobec rozpadu spójności narodowej, wobec dezintegracji tożsamości polskiej czy wobec wypaczania polskiej młodzieży. Nie był to nawet sprzeciw wobec napędzania toczącego się konfliktu na Ukrainie.

Główną motywacją dla zdecydowanej większości wyborców było dojebać tym drugim.

Skutkiem tego był szokujący wynik. Prawo i Sprawiedliwość po ośmiu latach kontrowersyjnych rządów zdobyło najwięcej głosów. Koalicja Obywatelska, Trzecia Droga i Nowa Lewica uzyskały osobno mniej głosów, ale razem utworzyły koalicję rządzącą. Zaś Konfederacja uzyskała wynik grubo poniżej dwucyfrowych oczekiwań.

Co było przyczyną takiego rozczarowującego wyniku?

Dostrzec można to na przykładzie pewnego interesującego zdarzenia w Stanach Zjednoczonych.

Spór o radnego

Na przestrzeni 2023 r. w niewielkim miasteczku rozgrywał się poważny konflikt. Radnym miasta Enid w stanie Oklahoma został Judd Blevins, uzyskując prawie 600 głosów w liczącej 50 tys. osób miejscowości. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że Blevins kiedyś uczestniczył w marszu Unite the Right w Charlottesville w 2017 r. Należał wtedy do grupy Identity Evropa określanej przez krytyków jako partia neonazistowska, promująca supremację białego człowieka. Ta grupa była dość rozbudowana, miała członków nawet wśród marines. Jak wynika z wycieku rozmów ujawnionych przez portal Unicorn Riot, Identity Evropa planowała zaistnieć pod nazwą American Identity Movement i wprowadzić biały nacjonalizm na arenę polityczną. Istotnym krokiem do osiągnięcia tego ambitnego celu było umieszczenie swoich przedstawicieli w lokalnych samorządach.

To nie jest tak, że wyborcy nie wiedzieli na kogo głosują. Wiedzieli, bo strona Right Wing Watch w 2019 r. ujawniła poglądy Blevinsa i jego przeszłość. Co więcej, informacje przedstawione przez RWW zostały przywołane na pięć tygodni przed wyborami w maju 2023 r., przysparzając Blevinsowi darmowej reklamy. Można nawet pokusić się o stwierdzenie, że ta afera pomogła mu wygrać te wybory – w końcu według wyliczeń Blevinsa zagłosowało na niego trochę ponad 50% Republikanów.

Lewica ma jednak to do siebie, że nie lubi się poddawać. Enid Social Justice Committee, lokalna grupa bojowników o sprawiedliwość społeczną nosząca charakterystyczne fioletowe koszulki, postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce. Publicznie zaczęła oskarżać Blevinsa o to, że jest neonazistą i białym suprematystą. Nalegała podczas posiedzenia z 7 listopada 2023 r., żeby wyrzekł się swoich poglądów i swoich powiązań, to wtedy dadzą mu spokój. Blevins, rzecz jasna, nie zamierzał się ugiąć. To rozsierdziło aktywistów. Po wielomiesięcznej batalii w końcu dopięli swego. Na początku kwietnia 2024 r. odbyło się głosowanie dotyczące usunięcia Blevinsa z urzędu. Radny zmuszony był ustąpić.

Amerykańska fajna prawica

W tym czasie na scenie działała partia o nazwie National Justice Party. Ta istniejąca od przeszło trzech lat partia miała wyraźny cel – stawić opór systemowi żywiącemu nienawiść do białych. Prowadziła protesty, publikowała materiały, organizowała konferencje, gromadziła fundusze i budowała struktury. Partia NJP rosła w siłę i zdawała się być realną alternatywą dla opresyjnego systemu DemoRepublikańskiego. Przede wszystkim dawała nadzieję na wprowadzenie na arenę polityczną osób opowiadających się za interesami białych Amerykanów, co w czasach szerzącej się na Zachodzie systemicznej dyskryminacji białych było dla wielu misją o znaczeniu egzystencjalnym.

Co więc takiego partia NJP zrobiła dla Blevinsa w tym krytycznym dla niego okresie?

Nic.

Okazało się – po trzech latach wyciągania zawrotnej ilości pieniędzy i czasu od swoich zwolenników –

że założyciele National Justice Party nigdy nie traktowali tego poważnie. Nie zagłębiając się w szczegóły dotyczące rozpadu, jedną z głównych przyczyn upadku NJP był właśnie brak woli walki. Fajnie jest mieć partię, fajnie jest być w centrum uwagi, fajnie jest doić sympatyków, ale niefajnie jest nieustannie iść na barykady i walczyć z przeciwnikiem na wszelkie możliwe, zgodne z prawem sposoby.

Na większą skalę można coś podobnego dostrzec w Partii Republikańskiej. Pozornie są oni konserwatystami broniącymi tradycyjnych wartości, patriotami miłującymi kraj, wolność i amerykańskie podejście do życia. Gdy jednak przychodzi co do czego, Republikanie więcej dobrego robią dla swoich przeciwników politycznych, co rusz pozostawiając swój elektorat na lodzie. Jeśli już nastąpi jakiś zryw, to tylko tak, żeby przez chwilę zrobić wyborcom nadzieję i niczego właściwie nie osiągnąć. A nawet jeśli wreszcie uda im się coś osiągnąć, to długo po czasie.

Fala frustracji wywołana tą bezsilnością – realną albo pozorowaną – stopniowo narasta. 28 kwietnia 2024 r. odbył się program Sunday Morning Futures with Maria Bartiromo, w czasie którego poruszono m.in. kwestię mocno upolitycznionych procesów wytaczanych Donaldowi Trumpowi. Dzień w dzień na jaw wychodzi kolejny szczegół dający osobom niezaślepionym do zrozumienia, że Demokraci nie cofną się przed niczym, żeby osiągnąć swój cel.

A co takiego robi Partia Republikańska?

Naród ma dość śledztw parlamentarnych, które prowadzą donikąd. Dość ma tych listów i pism – mówi prowadząca Maria Bartiromo, nawiązując przy tym do ogromu skandali na przestrzeni minionych 10 lat. – Co takiego możesz zrobić, żeby naprawić wyrządzoną krzywdę? – prowadząca pyta Kongresmena Jima Jordana. Na to Republikanin Jordan odparł, że jego zadaniem jest przedstawiać społeczeństwu informacje. Nie może nikogo aresztować. Udzielił przy tym nadzwyczaj wymijającej odpowiedzi, której towarzyszyła nadzwyczaj wyrazista mowa ciała.

I czegoś takiego można dopatrzeć się u nas w Polsce.

Przyczyna klęski Konfederacji

Po rozczarowującym wyniku Konfederacji wielu szukało przyczyny tej wiekopomnej porażki. Obwiniano Janusza Korwina-Mikke, obwiniano Sławomira Mentzena i Przemysława Wiplera, obwiniano niczego nieświadomą młodzież, obwiniano media głównego nurtu, a nawet obwiniano to głupie społeczeństwo, ten ciemny lud, pełen zaślepionych, zabetonowanych baranów idących na rzeź. Zarzutów było mnóstwo, w tym tych tutaj niewymienionych, i każdy z nich w mniejszym czy większym stopniu brzmiał sensownie.

Prawda jest jednak taka, że polska prawica – ta z krwi, kości i duszy – nie istnieje. To, co nazywamy współczesną polską prawicą w jej wielu odcieniach to hermetyczny krąg, w którym niby każdy wie, co się dzieje, ale nikt nie jest w stanie otworzyć innym na to oczu. Innym, czyli osobom spoza tego kręgu.

Bardzo dobitnie ukazała to kampania parlamentarna z 2023 r. W czasach, gdy mamy do czynienia z chemiczną kastracją dzieci na życzenie rodziców, z wprowadzaniem na różne sposoby obcych narodów do naszych drzew genealogicznych, z rozmienianiem naszego majątku narodowego na drobne i oddawanie tychże drobnych wrogiemu nam krajowymi, z systematycznym niszczeniem nadziei nowych pokoleń na lepszą przyszłość w ich własnej ojczyźnie, a nawet z przyłożeniem ręki polskiej sceny medialno-politycznej do największego w historii świata aktu bioterrorystycznego – w tych czasach prawica powinna być jaśniejącym sztandarem rozdzierającym na strzępy pożerający nas mrok.

W obliczu takiego zagrożenia uzyskanie dwucyfrowego wyniku, czy nawet mitycznych 20%, było dla Konfederacji celem realnym. Oszałamiające zwycięstwo nie byłoby magicznym panaceum, to prawda. Potrzeba byłoby wiele lat ciężkiej pracy, podejmowania kolejnych trudnych decyzji, edukowania społeczeństwa w kwestiach, w których było systematycznie oszukiwane. Lecz zdobycie sporego kawałka parlamentarnego sękacza dałoby wizjonerskiej prawicy moc sprawczą. Rozbudziłoby to nadzieję u milionów Polaków zniesmaczonych tymi porachunkami mafijnymi niejako przypominającymi ostatnie dni trwającego prawie 50 lat parlamentarnego tanga w Wenezueli, po którym władzę objął Hugo Chavez. Zwycięstwo pomogłoby skierować dalszy los Polski na właściwe tory.

Zamiast tego Konfederacja przegrała z Nową Lewicą o jeden punkt procentowy.

Porównanie do partii NJP jest czynione tutaj nieprzypadkowo. Choć Konfederację i NJP różni bardzo wiele, w tym obecność w parlamencie, to jednak łączy je jedna zasadnicza rzecz:

Gdy przeciwnik ujawnia swój słaby punkt, brak jest jakiekolwiek woli, żeby w niego uderzyć.

Bo byłoby to niefajne.

Słowo końcowe

Niestety, fajna prawica umie tylko odbijać się od problemu do problemu. Pokrzyczeć, podebatować, pokrytykować. A to Zielony Ład, a to protest rolników, a to dyrektywa budynkowa. Nie są to kwestie błahe, proszę tego nie zrozumieć źle. Jeśli jednak brak jest woli wbicia kołka w zgniłe serce tej kreatury niszczącej wszystko czego się dotknie, taka defensywna działalność polityczna sprowadzać się będzie tylko i wyłącznie do reagowania na kolejne ataki.

Gdy przeciwnik strzela z artylerii, fajna prawica rozdaje hełmy i zapowiada szturm na wrogą pozycję.

Tyle że do tego szturmu nigdy nie dochodzi.

Warto przeczytać serię artykułów „Night of the Long Steak Knives” na stronie DailyRake.ca na temat rozpadu National Justice Party. Niezależnie od tego, jakie Czytelnik może mieć zdanie na temat głoszonych tam poglądów, ta seria artykułów daje interesujący wgląd w to, co działo się za kulisami tej obiecującej partii.

Na zakończenie jedno spostrzeżenie odnośnie toczących się właśnie wyborów parlamentarnych. Czytelnik ma prawo nie zgodzić się z głoszoną tu tezą. To zrozumiałe, bo przecież mój ulubiony polityk zachował się kiedyś w ten czy inny sposób i mi się to podobało, więc teraz jak wszyscy pójdziemy do urn, to wywalczymy zmianę.

Poza ringiem każdy ma gadane. Mówienie pięknych rzeczy, składanie soczystych obietnic, czy też zapowiadanie wielkich zmian jest łatwe. Prawdziwy charakter danej osoby wychodzi jednak w momencie, gdy na ten ring wejdzie i ma szansę na zadanie ciosu nokautującego. Konfederacja miała tę możliwość w 2023 r., ale zamiast zadać jakikolwiek cios, padła na kolana i przepraszała za to, że istnieje.

Czytelnikowi polecam artykuł „Bo siedziałabyś w więzieniu, czyli sztuka politycznej riposty”. Przybliżono w nim to, jak łatwo Konfederacja mogła obrócić agresję medialną na swoją korzyść, ale tego nie zrobiła.

0 0 głosy
Ocena artykułu
Subskrybuj
Powiadomienie o
guest

0 Komentarze
Informacje zwrotne Inline
Wyświetl wszystkie komentarze
0
Będziemy wdzięczni za komentarzex