Wyżyny polskiej dyplomacji – nietaktowne apele o pakiet pomocowy

Od wielu miesięcy toczy się spór o pakiet pomocowy dla Ukrainy. Polska w tym sporze lekceważy istotny jego aspekt – problemy narodu amerykańskiego.

***

Z każdym dniem marszałek Mike Johnson jest pod coraz większą presją. Od kilku miesięcy toczy się batalia o uchwalenie projektu ustawy zakładającego pomoc finansową dla Ukrainy, Izraela, Tajwanu i innych krajów. Choć te pieniądze są potrzebne na wczoraj (a tym razem chodzi aż o 60 miliardów dolarów), szybkie procedowanie ustawy blokuje skrajny odłam Partii Republikańskiej – złośliwie nazywany przez prezydenta Joe Bidena „Ultra MAGA” prawicą. W połowie lutego projekt ustawy został przegłosowany w Senacie i skierowany do Izby Reprezentantów, gdzie też ugrzązł w biurku marszałka Mike’a Johnsona. Spekuluje się, a nawet padają zarzuty, że wstrzymywanie pakietu pomocowego to akcja wymyślona przez Donalda Trumpa mająca na celu zwiększenie jego szansy na zwycięstwo w roku wyborczym, kosztem Ukrainy. Kluczowym elementem tej strategii jest jego podwładny marszałek Johnson, co też przysparza marszałkowi coraz więcej wrogów.

Kością niezgody jest pogarszająca się sytuacja na południowej granicy. 

Podkreśla się nawet niezdolność do zawarcia kompromisu. Częścią projektu ustawy o pakiecie pomocowym jest kwota 20 miliardów na uszczelnienie granicy. Ponadto przygotowano odrębny projekt ustawy dotyczący rozwiązania problemów na granicy przewidujący przeznaczenie zawrotnej sumy 118 miliardów dolarów. Zamiast jednak przegłosować ten duży projekt ustawy przygotowany wspólnie przez Demokratów i Republikanów po wielu miesiącach negocjacji, Partia Republikańska przekształcana na modłę Donalda Trumpa odrzuciła ten projekt, gdy tylko ujrzał światło dzienne. Jednocześnie skrajny odłam dalej blokuje pakiet pomocowy, kosztem Ukrainy.

I tak dalej.

Polski odbiorca tak właśnie może postrzegać tę sytuację. Nie jest to dziwne. Wszelkie komentarze w mediach sprowadzają się do tego, że dobro Ukrainy jest najważniejsze, że Putina należy pokonać zanim podbije Europę, i że izolacjonistyczna polityka Donalda Trumpa pod szyldem „America First” jest… tu można dobrać przeróżne określenia. Niebezpieczna, bezmyślna, egoistyczna, prokremlowska.

W tej ostrej krytyce nie bierze się jednak pod uwagę bardzo istotnego aspektu – czyli tego, w jaki sposób my, Polacy, odnosimy się do Amerykanów. Jak ich traktujemy. Co myślimy o ich problemach.

A problemów mają sporo. I są one naprawdę poważne.

Morderstwo młodej Amerykanki

Na dwa tygodnie przed orędziem prezydenta Amerykanie myśleli tylko o jednej osobie – Laken Riley. 22 lutego 2024 r. w stanie Georgia doszło do brutalnego morderstwa 22-letniej dziewczyny, studentki medycyny. Sprawcą jest nielegalny imigrant z Wenezueli – 26-letni José Antonio Ibarra – który przekroczył granicę 8 września 2022 r. wraz z żoną i dzieckiem. Choć od razu został zatrzymany przez straż graniczną, po 24 godzinach został zwolniony warunkowo ze względu na to, że brakowało miejsca na jego przetrzymywanie. Od tamtego czasu miał wielokrotne zatargi z prawem, w tym napastował 17-letnią osobę i jeździł bez ważnego prawa jazdy. Mimo to, nie został deportowany. Dla tzw. Angel Families, rodzin osób zamordowanych przez nielegalnych imigrantów, jest to znajoma historia, której tragiczny koniec wkrótce poznał cały kraj – Ibarra zauważył Riley w czasie jej porannego biegu po okolicy. Dokładny przebieg zajścia na razie jest nieznany, ale wiadomo jest, że doszło do konfrontacji, że Riley zadzwoniła na policję i że Ibarra uderzył Riley narzędziem tępym z taką siłą, że miała wgniecioną czaszkę.

Jak to zwykle bywa w takich sytuacjach, ta śmierć została upolityczniona. Choć upolitycznienie czyjejś śmierci może budzić niesmak i niezadowolenie, zwłaszcza u osób bliskich (Jason Riley, ojciec zmarłej, wyraził taki pogląd w programie NBC Today z 18 marca), pomaga to jednak zwrócić uwagę społeczeństwa na przyczyny danego zdarzenia i zmusić reprezentantów narodu do podjęcia zdecydowanego działania. Np. 7 marca, w dniu orędzia, Izba Reprezentantów przegłosowała tzw. Laken Riley Act, projekt ustawy narzucający obowiązek przetrzymywania każdego imigranta odpowiedzialnego za kradzież czy włamanie. Szanse na uchwalenie tej ustawy są nikłe, zważywszy na opór Demokratów w Izbie Reprezentantów oraz na to, że Senat jest pod kontrolą Partii Demokratów. Jednak presja wynikająca z upolitycznienia śmierci Laken Riley stawia administrację Joe Bidena w coraz trudniejszym położeniu, tak trudnym, że prezydent po kilku miesiącach skarżenia się w mediach na swoją bezsilność w kwestii uszczelnienia południowej granicy nagle przypomniał sobie, że przecież może podpisać dekret wykonawczy. (Gdyby jeszcze ktoś mu podpowiedział, że może wymusić egzekwowanie istniejącego prawa, np. 8 U.S. Code § 1324, dopiero by podciął Trumpowi skrzydła.)

Skoro mowa o prezydencie Bidenie, szczególnie wymowne było jego zachowanie w kwestii śmierci Laken Riley. Od czasu zdarzenia ani razu nie wypowiedział jej imienia i nazwiska. Nie zrobił tego nawet wtedy, gdy 29 lutego on i były prezydent Donald Trump udali się na granicę do Teksasu. Biden odwiedził Rio Grande Valley, gdzie odnotowywany jest największy ruch, natomiast Trump udał się do Eagle Pass. Bidenowi towarzyszyły instrukcje na kartce, duży telewizor i wyraźna nieobecność wiceprezydent Kamali Harris, która miała być odpowiedzialna za sytuację na południowej granicy Stanów Zjednoczonych. Trumpowi za to towarzyszył Gubernator Teksasu Greg Abbott, który pod koniec stycznia 2024 r. postanowił, po wielokrotnych prośbach na piśmie, sprzeciwić się rządowi federalnemu i zmobilizował gwardię narodową do zabezpieczenia granicy. Podczas gdy Trump obwiniał Bidena za obecną tragiczną sytuację na południowej granicy, a także za śmierć Laken Riley (której imię wypowiedział), Biden twierdził, że tak naprawdę to wszystko wina Republikanów, którzy nie chcą uchwalić wspomnianego projektu ustawy na 118 miliardów dolarów mającego rozwiązać ten problem, tzw. Schumer-Lankford Deal. (Tak jakby do tego potrzebna była nowa ustawa, zwłaszcza tak ostro krytykowana. O jej skrajnej niepopularności świadczy fakt, że wycofał się z niej Mitch McConnell, lider Republikanów w Senacie, oraz sam jej autor – Republikanin James Lankford.)

Problem w tym, że jest to odwracanie kota ogonem. Joe Biden w czasie swojej kampanii prezydenckiej z 2020 r. wielokrotnie zapowiadał zerwanie ze szkodliwą polityką imigracyjną swojego oponenta. Swoją obietnicę spełnił pierwszego dnia, m.in. wstrzymał budowę słynnego muru (czy raczej wysokiego grodzenia), czy też zakończył politykę „Remain in Mexico” wymuszającą czekanie na rozpatrzenie wniosku o azyl na terenie Meksyku. Te i inne decyzje doprowadziły do gwałtownego skoku liczby osób próbujących przekroczyć granicę, z ok. 50 tys. miesięcznie do 150 tys. miesięcznie. Ta liczba stopniowo rosła, osiągając kolejne rekordowe pułapy – 200 tys., 250 tys., a nawet szczytowe 300 tys. w grudniu 2023 r. Liczba osób, które nielegalnie przekroczyły granicę szacowana jest na 7 do 10 milionów.

To nie jest tak, że ten problem nagle pojawił się w roku wyborczym. Mówiono o tym praktycznie bez przerwy przez ostatnie trzy lata, ale administracja Bidena nie tylko nic z tym nie robiła, istnieją konkretne poszlaki, że kryzys na granicy jest wywoływany celowo – jak choćby potajemne transportowanie imigrantów w głąb kraju samolotami na koszt podatnika (ponoć liczba osób przetransportowanych w ten sposób sięga 320 tys.), czy finansowanie organizacji pozarządowej Catholic Charities ułatwiającej imigrantom przekroczenie granicy. Tym dziwniejsza jest decyzja o mianowaniu na Sekretarza Bezpieczeństwa Krajowego Alejandro Mayorkasa (bardziej przejmującego się walką z białą supremacją niż uszczelnieniem granicy). Sekretarz Mayorkas, który wielokrotnie zapewniał kongresmenów, że granica jest szczelna, zasiadał kiedyś w radzie nadzorczej organizacji pozarządowej HIAS odpowiedzialnej za organizowanie dziesiątek punktów pomocowych na trasie z Ameryki Południowej do Stanów Zjednoczonych – w tym przez okryty niesławą przesmyk Dariéna (Darién Gap) – wspierających ruch migracyjny do USA.

Dużo można na ten temat napisać. Summa summarum – to Joe Biden tę sytuację stworzył i to on może ją rozwiązać, jeśli tylko najdzie go taka ochota. Tyle że on wcale nie widzi w tym problemu, wnioskując po jego oziębłym stosunku do idei zatrzymania lawinowego napływu osób poszukujących lepszego życia.

W czasie orędzia miała miejsce scena, która dobrze odzwierciedla stosunek Joe Bidena do narodu amerykańskiego. Republikanka Marjorie Taylor Greene ubrała się jak słup reklamowy – miała na sobie czerwony żakiecik, czerwoną czapkę z hasłem Make America Great Again oraz olbrzymią wpinkę z podobizną Laken Riley. Przed orędziem zaczepiła prezydenta, wręczając mu pinezkę z napisem „Her Name is Laken Riley”. Biden był tym gestem zaskoczony i nieznacznie oburzony, podkreślając, że przecież pamięta jej imię. Gdy w czasie orędzia Biden zaczął skarżyć się na Republikanów za to, że sabotują funkcjonowanie Izby Reprezentantów, Greene podniosła głos. –

Powiedz: Laken Riley – nalegała. Biden spojrzał na nią, po czym odwrócił głowę w prawo i schylił się po otrzymaną wcześniej wpinkę, wpatrując się w nią. Po chwili zwrócił wpinkę w stronę kamery i powiedział:

Lincoln Riley.

(Swoją drogą, rodzi się tu bardzo interesujące pytanie. Czy Biden przejęzyczył się? Czy może źle odczytał jej imię? A może źle je usłyszał?)

Dyplomacja pasożytnicza

Czy w Polsce cokolwiek o tym powiedziano? Oczywiście, że nie. Piękne orędzie, piękne hasła, musimy wzmocnić NATO, pokonać Putina i uratować demokrację. Przekaz wygładzony do maksimum. Powodem takiego nastawienia może być to, że dla Polski prezydent Biden jest gwarantem jej bezpieczeństwa, jak to kiedyś zauważył jeden z porannych komentatorów. Poza tym Sekretarz Stanu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych Andrzej Szejna stwierdził nie raz, że prezydentura Bidena jest darem od niebios – a nie on jeden na przestrzeni minionych lat rozpływał się w zachwycie nad Joe Bidenem.

Można byłoby to nawet zrozumieć, gdyby nie to, że temu zachwytowi towarzyszy niezdolność do skrytykowania Bidena. Dla polskiej sceny medialno-politycznej Joe Biden urósł do rangi Drogiego Przywódcy. Z takim zacięciem nie bronią go nawet amerykańskie media głównego nurtu, bo nawet one niechętnie przyznają, że Biden miewa momenty, gdy rozmawia z osobami zmarłymi, czy opowiada historie fizycznie niemożliwe (wypomniano mu m.in. jego opowiastkę o tym, jak to rozmawiał z Prezydentem Francji Françoisa Mitterandem i Kanclerzem Niemiec Helmutem Kohlem o ataku na Kapitol, zdarzeniu mającym miejsce wiele lat po ich śmierci). Gdy już jakaś sytuacja zostanie podchwycona, to raczej tylko w reakcji na wzbierającą w mediach społecznościowych falę zainteresowania – i tylko po to, żeby jakoś problem zminimalizować. Wystarczy poszukać artykułów o tym, jak Joe Biden przysnął podczas spotkania z prezydentem Izraela.

Interesującym przejawem tej niezdolności do krytyki był poniższy wpis premiera Donalda Tuska na platformie X.

Apelował w nim do Republikanów i marszałka Johnsona o to, żeby przestali blokować pakiet pomocowy dla Ukrainy. W reakcji na to Republikanie Marco Rubio i Lindsey Graham wypomnieli mu, że Stany Zjednoczone mają poważne problemy na południowej granicy. Korespondent TVN24 Marcin Wrona zapytał Demokratę Dicka Durbina i Republikanina Marco Rubio o ich zdanie. Nie trzeba artykułu czytać, żeby wiedzieć, co powiedzieli.

Republikanie wysyłali do Polski wyraźny sygnał. Żeby przekaz był dostatecznie oczywisty, Lindsey Graham w Izbie Senatu pokazał dużą planszę z wpisem premiera Tuska i stwierdził, że przez ich granicę co miesiąc przechodzi setki tysięcy osób. Należy podkreślić, że Lindsey Graham to jeden z tych neokonserwatystów, który wykorzystuje każdą okazję, żeby podżegać do wojny. Tuż po inwazji Rosji na Ukrainę apelował w telewizji do Rosjan, żeby ktoś dokonał zamachu na Putina (Czy znajdzie się jakiś Brutus, pytał). W październiku 2023 r. nawoływał do zbombardowania Iranu za wspieranie Hamasu, zaś w listopadzie 2023 r. nawoływał do zbombardowania obozu uchodźców w Strefie Gazy. W styczniu 2024 r. nawoływał do zbombardowania Iranu po ataku dronowym na amerykańskich żołnierzy w Jordanii. W marcu 2024 r. wybrał się do Kijowa i wyraził swoje ubolewanie, że nie ma przymusowego poboru Ukraińców poniżej 27 roku życia.

I ten człowiek mówi premierowi Tuskowi wprost: „Nie obchodzi mnie, co Pan myśli”. Stany Zjednoczone też mają swoje problemy, dosadnie zwracał uwagę.

Rzecz jasna, nikt w Polsce nie zrozumiał przekazu. Nawet podczas tzw. historycznej wizyty Prezydenta Andrzeja Dudy i Premiera Donalda Tuska (a także Ministra Spraw Zagranicznych Radosława Sikorskiego) nie padło ani jedno słowo zrozumienia dla położenia w jakim znajdują się Stany Zjednoczone. Premier Tusk stwierdził tylko tyle, że ponownie naciskał na marszałka Johnsona o to, żeby poddał pod głosowanie projekt pakietu pomocowego dla Ukrainy. Wypowiedź od 4:40.

Prezydent Duda również rozmawiał o tym z marszałkiem Johnsonem, ale ten tylko powiedział, że rozumie sytuację. Wypowiedź od 4:20, a zwłaszcza krótki fragment od 7:20. 

Przy wysłuchiwaniu obu tych odpowiedzi należy skupić się nie na tym, co jest mówione, a na tym, co nie zostało powiedziane – mianowicie zupełnie ignoruje się to, czemu ten pakiet pomocowy jest blokowany. Można wręcz odnieść wrażenie, że marszałek Johnson z ubolewaniem kiwał głową, wysłuchując nietaktownych nacisków ze strony przedstawicieli Polski (nad Radosławem Sikorskim spuśćmy zasłonę milczenia). Zdecydowanie skuteczniejsze byłoby wywarcie nacisku na Demokratów i na prezydenta Bidena, ale wtedy trzeba byłoby powiedzieć, że król jest nagi.

Bo o czym to wszystko właściwie świadczy? Biden po raz kolejny ignoruje naród, który teoretycznie reprezentuje. Polska traktuje Amerykę jak świnkę-skarbonkę, którą można rozbijać na życzenie, nie oferując w zamian choćby cienia współczucia. Polska scena medialno-polityczna utrzymuje Polaków w świecie iluzji, w którym Joe Biden jest nieskazitelny, nieomylny i niedościgniony. A realne, wręcz egzystencjalne problemy narodu amerykańskiego sprowadzane są do rangi błahostek rozdmuchanych przez prawicowe media z Fox News na czele, żeby pomóc Donaldowi Trumpowi w jego kampanii wyborczej.

Po ataku Rosji na Odessę premier Tusk napisał kolejny apel do marszałka.

Spójrz na Odessę, Panie marszałku Johnson. Ilu jeszcze argumentów Pan potrzebuje zanim podejmie Pan decyzję? – skarży się premier Polski.

Nic nie dociera. Zupełnie nic.

Słowo końcowe

Zamiast podsumowania, trzy spostrzeżenia związane z opisanymi w artykule wątkami:

1. Po tragicznej śmierci Laken Riley doszło do zatrzymania dwóch braci mordercy. Nie wnikając tutaj w szczegóły, Diego Ibarra i Argenis Ibarra również mieli wielokrotne zatargi z prawem, zarówno w Wenezueli, jak i w Stanach Zjednoczonych.

2. Jason Riley, ojciec zmarłej, zaapelował 20 marca do Gubernatora stanu Georgia Briana Kempa o „ogłoszenie inwazji”. W czasie wystąpienia w stanowym Kapitolu stwierdził, że na terenie stanu Georgia przebywa „ponad milion nielegalnych imigrantów” i że „budzi to niepokój u rodzin”.

3. Marszałek Johnson poddał pod głosowanie dwukrotnie odkładany w czasie projekt budżetu na kwotę 1,2 biliarda dolarów. Republikanka Marjorie Taylor Greene wyraziła temu sprzeciw i zażądała odwołania marszałka, twierdząc, że ugiął się presji. Należy jednak zauważyć, że ten budżet jest czymś odrębnym od pakietu pomocowego, którego los nadal wisi w powietrzu.

0 0 głosy
Ocena artykułu
Subskrybuj
Powiadomienie o
guest

0 Komentarze
Informacje zwrotne Inline
Wyświetl wszystkie komentarze
0
Będziemy wdzięczni za komentarzex