Moloch w naszym życiu

W 1956 r. amerykański poeta Allen Ginsberg napisał słynny wiersz „Skowyt”, którego druga część znana jest jako „Oda do Molocha”. Moloch popularnie kojarzony jest ze składaniem noworodków w ofierze. Lecz Ginsberg opisał Molocha jako miasto tętniące sprzecznością. Ucieleśnienie ludzkiej skłonności do optymalizacji rzeczywistości, powodując jej oszpecenie. Nawet jeśli ktoś próbuje stawić temu opór, to w ogólnym rozrachunku człowiek reaguje na bodźce krótkoterminowo korzystne, czasami nawet pozornie niewinne, ale ostatecznie prowadzące do narodzin bestii.

Bestii bez życia, ale żywej. Bestii bezmyślnej, ale myślącej. Bestii bezdusznej, ale z duszą.

Tę sprzeczność materializuje się na ścieżce początkowo trudnej do odgadnięcia. Gdy obejmie się wzrokiem całość drogi przebytej od punktu A do punktu B, żaden człowiek nigdy nie wykonałby pierwszego kroku. Niestety, nasza zdolność przewidywania tego, do czego może doprowadzić łańcuch miliona decyzji jest ograniczona – zwłaszcza że my podejmujemy tylko kilka z nich.

Co gorsza, stajemy się bezradni wobec konsekwencji tego łańcucha decyzji. Każde kolejne ogniwa pęta nas z coraz większą siłą, w pewnym momencie uniemożliwiając nam zawrócenie z tej błędnej drogi. Nie dlatego, że problemu nie da się rozwiązać. Moloch ostatecznie jest martwy i w każdej chwili można jego truchło pogrzebać w nieoznakowanym grobie. Jest to jednak tak proste jak krwinka czerwona zawracająca obieg krwi w organizmie.

Przykładem tego jest choćby sukces supermarketów. Gdyby wszyscy na raz przestali chodzić do zagranicznych gigantów, wtedy lokalne sklepy przeżyłyby drugi złoty wiek, nasza gospodarka byłaby silniejsza, a obywatele – bogatsi. Ale u zagranicznego giganta ulubione piwo jest w zestawie o złotówkę mniej. Mam do niego bliżej. Wiele potrzebnych mi rzeczy jest w jednym miejscu, a ja nie mam czasu jeździć po różnych sklepach. I tak dalej.

Innym przykładem jest postępujące wprowadzanie płatności elektronicznych. Kiedyś sklepy narzucały limity na minimalną łączną wartość produktów (10-15 zł), bo za każdą płatność sprzedawca musiał płacić bankowi prowizję. Zaczęła się pandemia, postraszono czającym się wszędzie koronawirusem i masowo zachęcano do płatności zbliżeniowych – teraz ludzie płacą kartą za kajzerkę. (Na marginesie, widać tu teorię Nudge w akcji.)

Ten krótki artykuł powstał jednak po to, żeby przedstawić Czytelnikowi dość nietypowy przykład Molocha. O dziwo, można znaleźć monument ku jego czci na warszawskim Żoliborzu.

Żoliborski trójkąt

Dawno temu w pobliżu Hali Marymonckiej znajdował się spory bazar. Tam gdzie obecnie jest kostka brukowa prowadząca do Hali, tam niegdyś był ogromny trawnik przecięty udeptaną ścieżką. Po obu stronach ścieżki wielu drobnych sprzedawców rozstawiało stoły i sprzedawało różności. Bibeloty, starocie, nawet warzywa i owoce. Ruch był spory, zawsze można było znaleźć coś ciekawego.

Tak było do czasu, gdy pewnym deweloperom przyszedł do głowy pomysł na zagospodarowanie terenu. W 2007 r. miasto wydało pozwolenie na budowę. Przez wiele kolejnych lat budowano ten niewielki biurowiec, wyposażając go przy tym w podziemny garaż. W 2018 r. trójkąt został oddany do użytku. Deweloperzy zapewne liczyli na to, że będzie to drobny biurowiec o ciekawym kształcie zlokalizowany w reprezentatywnym miejscu w Warszawie, nieopodal stacji metra Marymont. Interes życia.

Lecz od wielu lat budynek stoi pusty.

Nie można dostatecznie podkreślić tego, jak dziwny jest to obiekt. Prawie z każdej strony widoczne są zielonkawe okna umożliwiające wejrzenie w jego wnętrze. Z daleka widać, że w środku nic się nie dzieje. Gdy podejść bliżej, dojrzeć można niedokończone podłogi, ściany, sufit. Prawdopodobnie uznano, że nie ma to sensu, bo najemca i tak będzie chciał dostosować powierzchnię do własnych celów. Tyle że nigdy do tego nie doszło i teraz budynek przywodzi na myśl część kompleksu fabrycznego porzuconego tuż po ukończeniu budowy.

Towarzyszy temu ciekawy kontrast. Po drugiej stronie ulicy w międzyczasie postawiono dość okazały blok mieszkalny, mający zdecydowanie większe wzięcie. Są tam sklepy, drobne przedsiębiorstwa, kancelaria adwokacka, fryzjer, restauracja. Co najciekawsze, budynek ma kształt czworokątu wypukłego, z jednej strony szerszy, a z drugiej – zwężony.

Gazeta Żoliborza napisała artykuł o, jak to ujęto w tytule, „tajemniczym biurowcu”. Artykuł ogólnie ma dość pozytywny wydźwięk, ale inaczej to wygląda, gdy przechodzi się obok tego budynku średnio raz w tygodniu. Przejście przez pasy prowadzące do Hali Marymonckiej to spotkanie z wyłaniającą się spoza drzew martwą ścianą, dominującą całe nasze pole widzenia. Poza tym w artykule zawarto informację, że deweloperzy płacą co roku 100 tys. zł za utrzymanie tego obiektu. (W artykule można zobaczyć kilka zdjęć, ale nie ukazują one obdrapanego parteru.)

Czytelnikowi polecam oględziny tego obiektu. Jest on prawie jak dzieło sztuki, ten trójkąt tkwiący od wielu w chronostazie rychłego zawarcia umowy najmu.

Słowo końcowe

Wskutek pandemii koronawirusa świat uległ nieodwracalnej zmianie. Skala tej zmiany na razie jest trudna do odgadnięcia, ale kolejne wieści o tajemniczych nagłych zgonach, o przyroście przypadków turbonowotworów czy o osobach doświadczających ciężkich powikłań poszczepiennych nie nastrajają człowieka optymistycznie do przyszłości.

Jak jednak doszło do pandemii? Jak to się stało, że tak wiele osób na całym świecie postradało zmysły i zrobiło coś, co z perspektywy czasu okaże się skrajną głupotą?

Wyjaśnieniem może być właśnie Moloch. W pewnym sensie pandemia była idealnym zbiegiem tryliardów różnych decyzji podejmowanych na przestrzeni kilku, nawet kilkunastu lat, prowadzących do tej niewyobrażalnej tragedii, którą wspólnie na całym świecie doświadczaliśmy przez blisko trzy lata. Na platformie X można wyszukać posty pod hashtagiem #koronaświry – to przykłady zaledwie garstki decyzji stanowiących ogniwa kolejnych łańcuchów, których splot zrodził tę gargantuiczną bestię.

Bestii bez życia. Bestii bezmyślnej. Bestii bezdusznej.

A jednak toczącej ludzką krew.

Moloch! Moloch! Apartamenty robotów! Niewidzialne przedmieścia! skarbce szkieletów! ślepe metropolie! demoniczny przemysł! upiorne narody! nieusuwalne domy wariatów! granitowe chuje! monstrualne bomby!

Allen Ginsberg, „Skowyt”, cz. 2 „Oda do Molocha
0 0 głosy
Ocena artykułu
Subskrybuj
Powiadomienie o
guest

0 Komentarze
Informacje zwrotne Inline
Wyświetl wszystkie komentarze
0
Będziemy wdzięczni za komentarzex